,

,

Project WEB

  Aktualizacja: 28.09.2013

SyRy

FyTy

MyNy

Izaya:  <sprawdza pewną rzecz w swoich archiwach, znalazł, rzuca papiery na stół i kilka figur na szachownicy się przesunęło> <marszczy brwi, patrzy na nowy układ, ale uważa, że może tak będzie bardziej zabawnie i zostawia> <po chwili podnosi czarną królową z D8 i stawia ją normalnie>
Kita: <patrzy na swój pamiętnij> Chyba... nie mam żadnych informacji, które mogą Ci pomóc, ale chyba Shinyo-san (!) coś wie. Zapytaj ją.
Akise: Chciałbym.
Kita: Ale?
Akise: Jest nieprzytomna. Trudno rozmawiać z kimś, kto nie odpowiada.
Kita: Wydawało mi się, że się obudziła, zanim wyruszyliśmy>
Akise: To zapewne złudzenie. Tamta dziewczyna gadała do siebie.
Kurai: <jej pamiętnik zaczyna brzęczeć, jakby zmieniła się przyszłość, ale... całe archiwum jest puste, zero wpisów> <podczas badania kontrolnego budzi się>
Kita: Obawiam się, że naprawdę nie mogę ci pomóc.
Akise: ...Dziękuję za chęci. Odprowadzę cię do sali.
Kita: <przytakuje>
Akise: <idą>
Kita: <zamartwia się>
Magnus: <siedzi na kanapie u Izayi i obserwuje wszystko swoim wewnętrznym okiem>
Izaya: <siedzi przy komputerze i załatwia interesy>
Aikse: <pożegnał się z Kitą przed wejściem na salą i sobie poszedł>
Kurai: <leży w łóżku wpatrzona w sufit, w łapie ściska telefon>
Kita: Shinyo-san... obudziłaś się.
Kurai: ...Ta.
Kita: Jak się czujesz?
Kurai: ...Chujowo.
Kita: Powinnam iść po pielęgniarkę?
Kurai: Nie, dzięki <zaczęła obracać telefon w łapach; do oczu napłynęły jej łzy>
Kita: ...Shinyo-san... <patrzy na nią zaniepokojona>
Kurai: <patrzy na nią smutno> Nie ma ich. Zniknęły mi wszystkie wpisy z Pamiętnika.
Kita: O___o'' Popsuł się?
Kurai:  Nie wiem. Boję się <łzy jej spływają po policzku> Boję się, że zostałam wykluczona z gry.
Kita: <przytula ją> ...jeśli tak... to nawet lepiej...
Kurai: Ale... chciałam brać w tym udział, by... <zamilkła> Teraz Kodama-san się wścieknie, bo nie wypełnię swojej części umowy.
Kita: <nic z tego nie rozumie>
Maguns: <patrzy na planszę>
Plansza: <...se jest>
Izaya: <popatrzył na Magnusa z nad monitora> Tylko niczego nie przestawiaj.
Kurai: Pieprzony Yashin! Za co?!
Magnus: Co się stało z Dark Queen?
Kita: Przynajmniej... przynajmniej żyjesz.
Kurai: ...<uśmiechnęła się lekko> Przynajmniej teraz nie musimy się pozabijać.
Izaya: ...Wkurzyła mnie. Próbowała ustawić grę z Trzecią.
Magnus: Taa... a po co to wszystko?
Izaya: A co cię to obchodzi? Płacę, więc nie zadawaj głupich pytań.
Magnus: <prycha> Drugiego takiego czarownika nie znajdziesz, więc zważ na słowa.
Kita: <przytakuje>
Izaya: Drugiego takiego to może nie, ale innego szybko i bezproblemowo.
Kurai: Pomogę ci dobrze, Takano-kun?
Magnus: <wstaje i wychodzi>
Kita: To będzie dla mnie zaszczyt, Shinyo-chan.
Izaya: <przewraca oczami> A temu co? Zapomniał nałożyć brokatu?
Kurai: ^.^ Gihi.
Kita: O.O'''
Kurai: ? Co jest?
Kita: ,,Gihi''?
Kurai: >////> A bo siedziałam po nocy i czytałam mangę. Nieważne
Kita: Fajna?

~=--^--=~

Kurai: Emm... Jest sporo przystojnych panów. A szczególnie takich dwóch...
Izaya: <sprawdza swój Pamiętnik> Poszedł sobie, ale z hostowania gry nie zrezygnował...


 
DFv3
Hyoto: <patrzy na swoją sukienkę> O.o
Mid: <przebrał się> W sumie... to wciąż wyglądam jak ja...
Fabian: <stoi za nimi> Jak wam się podobają stroje?
Mid: Ja jestem zachwycony ^.^
Ritsuka: <przebrany za trola/ogra/goblina> Ja też ^_^ W końcu ktoś się na mnie poznał.
Fabian: <chytry uśmieszek> A wiesz, Ritsuka, twój kostium to był pomysł Hizuki.
Ritsuka: O.o'''
Hizuka: <czerwony na twarzy, zaciska zęby> Fabian, mówiłem, żebyś go tak NIE przebierał! <podchodzi do Ritsuki i go przytula> I tak jesteś piękny.
Ritsuka: <chichocze>
Hyoto: Fabian... o czym myślałeś, kiedy robiłeś mi sukienkę?
Nathaniel: <wychodzi z łazienki, ma na sobie najbardziej wymyślny i dopracowany strój> O mnie, oczywiście ^^ <uśmiecha się>
Hyoto: X.x Wiedziałam. Pasowałaby Ci xD
 Lizz:  /teraz mi się przypomniało, że ty byłaś Fabianem xD/
 ja:  Mogę Ci go wypożyczyć ^.^
 Lizz:  /Ladna kiecunia, ale nie widzę Hyoto w czymś takim, hehe xD Trzymaj Fabianka/
Nathaniel: Przymierzalem ją, pasuje mi do oczu :)
Hyoto: Coooo?!
Fabian: O_O Oh, god to nie ta kiecka.
Nath: No co, sliczna jest. Fabian chciał wiedzieć, jak w niej wyglądam ;)
Fabian: ... X.x Hyoto, wciskaj się w to.
Hyoto: Co? Mówiłeś, że to nie ta kiecka.
Fabian: A twoja jest na łódce w porcie. Zakładaj to >.<
Hyoto: T^T'
Hizuka: <patrzy na Fabiana niecierpliwie> To ja się dołączam do pytania Hyoto. O co do cholery chodzi z moim strojem, co? <ucharekteryzowany na Edwarda Cullena>
Fabian: To chwyt reklamowy. Wokalista musi być wampirem.
Mid: A ja kim jestem? Nie znam takiego potwora...
Fabian: Ty jesteś... sobą
Nathaniel: <wspomina, co się działo na łódce>
Fabian: <robi końcowe poprawki>
Hyoto: <ubrana zagląda zza kurtyny> Mamy mało czasu...
Hizuka: To mogłeś przebrać Ritsuke za Belle, czy coś... <czerwieni się>
Fabian: Ty nic nie wiesz o reklamie, co? Dobrze, że to Hyoto jest menadżerem, a nie ty.
Soubi: < uśmiecha się, klepie Midnighta po ramieniu> Widzisz, mniej więcej tak wygladasz w oczach innych ludzi, mój drogi xD
 Mid: Dzięki, Soubi. Już więcej Ci loda nie zrobię =.= Może... skoro to halloween... może wyjmę neivan?
Hyoto: O______O
Hizuka: <mruczy coś pod nosem>
Soubi: :( Ale nie w moich... :(
Fabian: <klepie Hizukę po głowie> Dobrze, że chociaż śpiewać umiesz. To w zupełności wystarczy,
Mid: Czyli chcesz loda, co?
Nathaniel: Nie! Midnight, nawet o tym nie myśl! To jest ostateczność.
Soubi: <czerwieni się> No chcialbym...
Mid: <wzdycha> No dobra... tak sobie pomyślałem, że fajnie by było...
Mid: To proponuje ci te czekoladowo-miętowe z posypką z kolorowych gwiazdek ^^
Soubi: :D Tak, takie uwielbiam ^^
Hyoto: A ja myślałam, że wy razem.... O////o
Soubi: < poprawia okulary> Nie myśl sobie za dużo, Hyoto. EKHEM. <puszcza oczko do Midnighta>
Hyoto: Nieważne. Zaczyna się. Do roboty chłopcy ^^.... i Yuno
Mid: <upuścił kostkę rubika>
Soubi: <wzdycha> Yuno, co ty wyprawiasz?
Mid: Może... przełożymy to... na za tydzień ^.^
Yuno: <staje spokojnie, trzyma siekierę za plecami> A nic, wczuwam sie w rolę xD
Hyoto: Ehh... Idę zobaczyć jak koncert wygląda z przodu... Połamania nóg.... <idzie sobie>
Akise: <spuszcza głowę w dół> Midnight, bracie... mam ci wyjaśnić, ile wysiłku kosztowało mnie przełożenie tego na DZISIAJ?!
Mid: <prycha> Pewnie tylko leżałeś, a on ci wkładał
Mid: Biedny, stary dyrektor... pewnie go staw biodrowy już zawodzi
(omijam fakt, że dyro jest młody)
Akise: <buraczek> Sęk w tym, że było dokładnie na odwrót...
Mid: O.o' Serio? Ja też tak chcę!
Fabian: <facepalm>
Akise: <podnosi głowę> Trzeba mieć uklady, a ty się chyba nie dodajesz z dyrektorem. Ostatnim razem, jak byłeś w jego gabinecie, to podpierdzieliłeś mu kwiatek...
Mid: Nie zrozumiałeś mnie, kotku. Ja chcę być na miejscu dyrektora
<kurtyna się rozsuwa>
Akise: o_O Ale na mnie nie licz.
Mid: Kurwa! >.<
Rada Pedagogiczna (RD): O_o <szept> Co za słownictwo....
Soubi: Póki co, Mid, to powinieneś być na scenie z gitarą...
Hyoto: =.=...
 Lizz:  /hehe/
Mid: <idzie na scene> ^^''''
Sasori: <ma na sobie strój ninja, cichutko podchodzi do Hyoto i staje obok niej>
<cały zespół idzie na scenę, "pomoc techniczna" chowa się za kulisami>
Hyoto: < z rękami skrzyżowanymi na piersiach> Midnight chciał wyciągnąć Neivan...
Sasori: Na pewno pasowalaby klimatycznie, ale to kiepski pomysł...
Hyoto: X.x''' Podobno halloween ma być na szkolnym boisku... wtedy nie będziemy bać się o szyby...
Sasori: Ale nadal musimy mieć na uwadze zdrowie słuchaczy...
Sasori: A wiesz, w Halloween takie netoperki zmieniaja się w wampiry...
Hyoto: Nie wydaje mi się, żeby nietoperze podleciały na tyle nisko, żeby zrobić komuś krzywdę. Podobno już kiedyś to robili...
Sasori: W takim razie to mogłoby być niezłe <przygląda się zespołowi> Hyoto, czy twój brat ma przypiete do tyłka nuty? Bo Midnight nieprzerwanie się w niego wpatruje... :-\
Hyoto: Nie... Mid już tak ma :/
Sasori: Ok, rozumiem. <przygląda się Hyoto> Ślicznie wygladasz, wiesz?
Hyoto: -.-
Sasori: Teraz powinnas powiedzieć "dziekuje, ty też, kochanie" :)
Hyoto: Niewiele Cię widać w tym stroju.
Sasori: <ściąga kawałek maski, tak żeby odsłonić usta> To chyba zaleta tego stroju, no nie?
Hyoto: Ja bym cię wolała w stroju striptizera....
Hyoto: ... albo w stroju Adama
Sasori: <nasuwa maskę z powrotem> To na wieczór, mam pod spodem xD
Hyoto: Hmm... pięknie wyglądasz kochanie
Sasori: Czy ty mnie właśnie rozbierasz wzrokiem? o_O
Hyoto: Może... <patrzy się na scenę chłodnym wzrokiem> Midnight się denerwuje...
Sasori: <Patrzy na scenę> nic dziwnego, od tego występu naprawdę wiele zależy...
Hyoto: ... mieli mieszać spokojne z niespokojnymi...
Sasori: Ja tam się na muzyce nie znam, ale chyba dobrze im idzie.
Hyoto: Ciekawe czy ta suka X też tak myśli...
Sasori: <rozglada się po sali> Jak na razie, to jest wkurwiona. To znaczy, że dobrze im idzie :)
Hyoto: Uhh....
Hyoto: Nie uspokajasz mnie...
Sasori: <delikatnie obejmuje Hyoto ramieniem> Wiem, że się martwisz, ale teraz już nic nie możesz zmienić. Zespół jest świetnie przygotowany, no i wyglądają świetnie.
Hyoto: Dobrze, że ja nie występuję...
Sasori: No a Akise ma chody u dyra, a więc on jest po naszej stronie.
Sasori: <wspomnienia> Haha ^^
Hyoto: <facepalm> Z kim ja się zadaję...
Sasori: Z bandą zboczencow, moja droga.
Hyoto: Mój brat...Midnight....Akise i Ty. No i Fab i Nath. Banda niewyżytych zboczeńców
Sasori: <oburzony> Ej, czy ja jestem zboczony? Ja po prostu uwielbiam w kulturalny sposób zapewniać ci cielesną rozkosz... <krzyżuje ręce na piersi>
Hyoto: Teraz na mnie zwalaj... zboczeńcu :)
Sasori: Jeśli ja jestem zboczeńcem, to ty też, kotku xD
Hyoto: ...może
Sasori: Porozmawiamy o tym w nocy, ok? <patrzy na scenę> Długi ma być ten występ?
Mid: <patrzy się w ziemie i gra, zaczął gubić rytm>
Hyoto: Powinni niebawem skończyć... co się dzieje? <marszcze brwi>
Sasori: O kurde, kurde...
Sasori: Nie wiem, źle to wyglada...
Hyoto: Co on sobie kurwa, myśli?
Sasori: Mam wprowadzić w życie plan awaryjny?
Hyoto: Mamy jakiś plan awaryjny?!
Mid: <zgubił nie tylko rytm, ale i akordy>
Sasori: Zaufaj mi. <wzdycha i zamyka oczy>
Mid: <przestał grać, upadł na kolana, pochylił się do przodu, jedną ręką podpiera się o ziemię, a drugą łapie za głowę>
Sasori: <otwiera oczy> Kurwa, skopiował mój plan. <rzuca się w stronę Midnighta>
 <zespół przestaje grać>
Mid: Nic...mi...nie jest... <mówi słabo>
Fabian: <podbiegł i zdejmuje mu Lucy z ramienia>
Sasori: <Szuka wzrokiem Soubiego, znajduje go za scena> Soubi, biegnij po pielęgniarkę
Sasori: <trzyma głowę Midnighta w dłoniach i ogarnia mu włosy z twarzy> Mid, co się stało?
Hyoto: <rozmawia z nauczycielami>
Mid: We łbie mi się kręci...
Soubi: <biegnie po pielęgniarkę>
Sasori: Akise, otwórz okna. Zróbcie wiatr, dajcie mu powietrza!
Mid: To nic takiego...serio..
Hyoto: <odprawiła nauczycieli>
Ritsuka: Posadźmy go na parapecie...
Sasori: Możesz wstać?
Mid: N-nie wiem... <próbuje podnieść głowę> O kurwa....
Sasori: Dobry pomysł. <bierze Midnighta pod ramię> Akise, pomoż mi!
Akise: <razem z Sasorim podnosi Midnighta>
Mid: Ja pierdolę...
Hyoto: <otwiera randomowe okno>
Sasori i Akise: <prowadzą Midnighta do randomowego okna otwartego przez Hyoto i sadzaja go na parapecie>
Mid: <nie ma siły wsadzić się na parapet, więc się o niego opiera, zakrywa ręką oczy>
Sasori: <jest przerażony> Hyoto, zrób coś... Mid, chcesz się napić wody?
Hyoto: Soubi poszedł po pielęgniarkę...
Mid: Nie jestem umierający... po prostu kręci mi się we łbie... przejdzie...
Sasori: Może, ale jesteś tak blady, jakbyś właśnie zobaczył ducha. Poza tym umierającemu zaproponowałbym drinka...
Ritsuka: <facepalm>
Nathaniel: <powoli podchodzi do okna> Mid, lepiej już?
Mid: ... wszystko spieprzyłem tak?
Akise: O to się nie martw, dyrektor powiedział, że mogę wam załatwić druga szansę...
Nath: OMG, on jest większą dziwką niż Fabian...
Mid: <zrobiłby facepalma, ale już ma dłoń na twarzy> W ostatniej piosence...
Akise: <przygląda się Midnightowi> Co takiego?
Mid: Gdybym wytrzymał jeszcze jedną zwrotkę i refren... to nie byłoby problemu...
Akise: Co się tak właściwie stało? Zasłabłeś? Bo strasznie to wyglądało...
Soubi: <przychodzi sam> Pielęgniarkę gdzieś wcieło <patrzy na Midnighta> lepiej się czujesz?
Mid: <przytakuje> Cokolwiek zaproponuje Wam Gajeel - nie bierzcie tego...
Akise: <prostuje się, patrzy na Sasoriego, potem na Soubiego> Kurwa...
Sasori: <wstaje> Już po niego idę, czekajcie... <wybiega z sali>
Hyoto: Super...dwa ćpuny i diler. Tylko tego brakowało w tej szkole...
Akise: Dwa ćpuny?
Hyoto: A ty nie wciągasz....?
Mid: Kurwa, Hyoto, odwal się. To był tylko raz na odprężenie przed występem...
Akise: <mordercze spojrzenie> Nie.
Akise: Mid! Ty pieprzony idioto! Prochów ci się zachcialo, poważnie?!
Sasori: <trzyma Gajeela za kołnierz (musi to śmiesznie wygladac...) i prowadzi go do okna> Gadaj, co mu dałeś!
Gajeel: A co? <patrzy na Mida> Gihi.
Mid: No...zdenerwowany byłem... a Gajeel mówił, że to odpręża... więc go o to poprosiłem...
Akise: Gajeel, jesteś idiotą, że mu to dałeś... A ty, Mid, jesteś idiotą, że to wziąłeś.
Gajeel: <wzrusza ramionami> Sam chciał. A co, kuzynku, zazdrosny?
Akise: Nie, nie jestem zazdrosny! Jestem wkurwiony, bo nie po to przez godzinę rżnąłem dyra w tyłek, żeby on mi teraz mówił, że się naćpał!
Gajeel : <czerwony na ryju> Ty też?
Akise: Co to znaczy, że... TY TEŻ!!!???
Gajeel: ...no
Akise: No dobijcie mnie, błagam! KUUURWA, no nie wierzę!
Gajeel: Też nie jestem zachwycony. Może nie umawialiśmy się na wyłączność... <ocenia go wzrokiem> Ale jesteś młodszy, ładniejszy i słodszy... jestem zazdrosny...
<Sasori i reszta towarzystwa patrzą na Akise z przerażeniem>
Akise: <krzyżuje ręce na piesi, usmiecha się> Nie jestem młodszy. Mam prawie 20 lat xD
Ritsuka: Fuuuj <chowa się w ramionach Hizuki>
Ritsuka: Z dyrektorem.....
Hizuka: <głaszcze Ritsuke po głowie> Spokojnie, kotku. Wiem, to obrzydliwe...
Gajeel: Co to ma znaczyć? X.x
Mid: Super... to wy o tym porozmawiajcie, a ja pójdę spać...
Akise: <mierzy Hizuke i Ritsuke wzrokiem> Nie aż tak bardzo, jakby się mogło wydawać...
Hyoto: W sumie... to trochę pociągające...
Akise: Ciebie mógłbym zapytać o to samo, Gajeel.
Gajeel: <wzrusza ramionami> Nie koniecznie mnie to obchodzi...
Hizuka: Bleeeee!
Mid: Dobranoc. <ciągnie Soubiego za rękaw do wyjścia>
Gajeel: X.x Wywalmy stąd tych dwóch
Akise: <patrzy wkurzony na Gajeela> Innym razem o tym pogadamy.
Gajeel: <nie bardzo go interesuje co ma do powiedzenia Akise, wzrusza ramionami>
Soubi: <trzyma Midnighta pod ramię> Właściwie dawno już chciałem to zaproponować, Mid...
Mid: >.> Spadaj
http://img12.imageshack.us/img12/750/v05s.png
Hyoto: Dobra... koniec próby...
Akise: <ogląda się na Mida i Soubiego> Tak, Soubi, niech Midnight się przespi...
Soubi: Chodz, Mid, położę cię do łóżka...
Mid: Cholera jasna, ludzie! Uspokójcie się w końcu!!! <znów go łeb rozbolał>
Soubi: <odsuwa się od Mida> Ok, no to rób, co chcesz :<
Mid: <łapie się za głowę> Zachowujecie się jakbym został kaleką albo całą rodzinę stracił!
Soubi: Nie, zachowujemy się tak, jakbyś zrobił głupotę, a my staramy się pomoc ci doprowadzić się jakoś do ładu!
Mid: Nic mi nie jest!
Hyoto: Zostaw go Soubi...
Akise: Nie wytrzymam tego. Hyoto, zostawiam to na twojej głowie. <wychodzi>
Soubi: Ok, niech bedzie <opiera się plecami o ścianę>
Hyoto: Nath, Hizuka, sprzątnijcie sprzęt jeśli możecie. Ritsuka nie rycz. Midnight, spieprzaj.
Nath i Hizuka: <grzecznie sprzątają sprzęt>
Mid: <powiedział coś niecenzuralnego o Hyoto i sobie poszedł>
Hyoto: <stoi, cała się trzęsie>
Soubi: <poszedł za Midnightem>
Sasori: <delikatnie przytula Hyoto> Spokojnie, już dobrze. Dobrze się spisalas.
Hyoto: <zaczyna płakać>
Sasori: <całuje Hyoto w czoło, głaszcze ją po głowie i mocniej przytula> Kochanie...
Hyoto: J-ja rozumiem, że się źle czuł.... że go męczyliśmy... ale cz-cz-czemu on był taki niedobry <płacze>
Sasori: Bo to Midnight. Znam go już całkiem długo, on zawsze taki był.
Hyoto: <chowa twarz w dłoniach>
Nathaniel: <znajduje Fabiana i przytula się do niego>
Fab: <tuli go>
Sasori: Hyoto, kochanie, nie przejmuj się. To nie był jego największy wybryk, zapewniam cię.
Hyoto: A-a-ale jak mógł powiedzieć, że jestem <cenzura>
Mid: <zamknął się w kiblu>
Sasori: To pewnie pod wpływem narkotyku. Przecież widzialas, że nie był sobą.
Soubi: <siada na łóżku i dokładnie przysłuchuje sie temu, co robi Mid.>
Hyoto: <uspokoiła się> Musimy pamiętać...ż-ż-że tydzień temu była rocznica śmierci jego matki.... on pewnie wciąż to przeżywa
Sasori: on to przeżywa cały czas, Hyoto. Ani na moment nie zapomina o matce. Widzę to w jego oczach. Ten ból...
Hyoto: ...obecność Lokiego z pewnością mu tego nie ułatwia
Sasori: To prawda, jednak nie możemy na to raczej nic poradzić. Chodź, powinnaś odpocząć. <bierze Hyoto za rękę>
Mid: <siedzi na podłodze opierając się plecami o drzwi>
Hyoto: <daje się prowadzić>
Soubi: <przysłuchuje się>
Mid: <nic nie robi>
Sasori: <prowadzi Hyoto do swojego pokoju i sadza ja na łóżku> Chcesz się czegoś napić? <przygląda się jej> Blada jesteś. Nic dziwnego...
Hyoto: <wzdycha> On mnie doprowadzi do rozpaczy
Mid: <wychodzi z łazienki, klęka na podłodze przed Soubim i kładzie mu głowę na kolanach>
Sasori: <siada obok niej, spuszcza wzrok> Nie przejmuj się nim, proszę. Zapewniam cię, że Soubi wystarczająco się o niego martwi. <przysuwa się do Hyoto i caluje ją w czoło>
Soubi: <usmiecha się, glaszcze Midnighta po głowie> Dobrze cię widzieć, Mid.
Mid: <milczy dłuższą chwilę po czym mówi niemalże szeptem> Wydaje mi się... jestem prawie pewny.... ten zbir, który zabił moją matkę... ojciec go wynajął....
Hyoto: Ehh... chyba masz rację...
Soubi: <prostuje się gwałtownie> Co ty opowiadasz?! To raczej Mid, to nie może być prawda...
Sasori: <uśmiech się> Zauwazylas? Soubi chyba naprawdę zaczyna się w nim zakochiwać... :-)
Mid: ... uniknął podziału majątku... spisali akcyzę, większość należała do mojej mamy...
Hyoto: Błagam, nie...
Soubi: I mógł wyjść za swojego kochanka... <dalej czule glaszcze Midnighta> Nie, nie wierzę w to. Twój ojciec nidy wydaje się być złym człowiekiem.
Mid: Wiesz co mi powiedział na jej pogrzebie? Że jestem na tyle duży, że już nie potrzebuję mamy...
Sasori: Ja tam nie wiem... Gejowskie romanse zawsze były dla mnie tajemnicą. Tak mi się tylko wydaje...
Hyoto: ... spałeś z Akise
Soubi: <podnosi Midnighta ze swoich kolan, pochyla się i mocno go przytula.
Mid: <tuli się>
Sasori: Tak, spałem, i to utwierdzilo mnie w przekonaniu, że jestem hetero.
Hyoto: < siada mu okrakiem na kolanach>
Mid: Przepraszam...
Soubi: <delikatnie caluje Midnighta w czoło> Chciałbym móc coś dla ciebie zrobić, Mid, ale nie mam pojęcia, jak ci pomóc. <glaszcze go>
Mid: <rumieni się i spuszcza wzrok> Nie mów nikomu...
Mid: <podnosi się> Tobie też nie powinienem mówić...
Sasori: <usmiecha się, kładzie rękę w talii Hyoto>
Soubi: Nie masz za co przepraszać, Mid. <tuli go>
Soubi: nikomu nie powiem, obiecuję. :)
Hyoto: Wciąż myślę o zespole... może mógłbyś zająć moje myśli czymś innym?
Sasori: nie mam tutaj planszy do szachów, więc co powiesz na to <kładzie rękę na ramieniu Hyoto, przysuwa ją do siebie i czule caluje w usta>
Hyoto: <chichocze> Blisko... ale postaraj się jeszcze trochę...
Mid: <odkleja się od Soubiego>
Sasori: <odrywa się na chwilę od Hyoto i ściąga z siebie koszulkę> Tak lepiej? <caluje ją>
Hyoto: <robi niewysłowiona rzeczy z jego sutkami> Lepiej...
Soubi: <siada na łóżku, opiera się plecami o ścianę, patrzy na Mida> Midnight...
Sasori: <jęczy, wsuwa ręce pod (ehm... Hyoto ma dalej sukienkę xD) sukienkę i przesuwa dłonią po jej udzie>
Hyoto: <chichocze i pochyla się nad jego uchem>
Sasori: <przesuwa rękoma po plecach Hyoto w poszukiwaniu suwaka, nie znajduje, caluje Hyoto w szyję>
Hyoto: <odwdzięcza się tym samym>
Sasori: <dalej szuka suwaka> Hmmm... Hyoto...
Hyoto: Tak?
Sasori: <opuszcza ręce w geście zrezygnowania> Jak się to zdejmuje, co?
Hyoto: <chichot> A musimy to zdejmować?
Sasori: Spoko, może być tak. Zawsze chciałem się przespać z wróżką, naprawdę xD Ale w takiej kiecce może być ciężko...
Hyoto: Sex to dobry sport... a ja mam ochotę jeszcze trochę podnieść poprzeczkę...
Sasori: <patrzy na obfite falbanki sukienki> Hyoto, ja chyba nie mam aż tak długiego kija, żeby taką wysoką poprzeczkę przeskoczyć...
Hyoto: Ughh.. <siada na biurku i podciąga kieckę do góry>
Sasori: <usmiecha się, podchodzi do Hyoto, po drodze ściągając spodnie> No dobra :) Będę cię kochał, cokolwiek byś na sobie nie miała. <podchodzi do Hyoto, przytula ją jedną ręką i baaaaardzo czule całuje, drugą ręką przesuwa po jej udach i pośladkach>
Hyoto: <śmieje się, zakłada mu ręce na szyję> Powiedzmy, że następnym razem kolej na Twoje dewiacje...
Sasori: <uśmiecha się, odchyla jej sukienkę na tyle, żeby całować jej kark, szyję i dekold> Ok, mogę się na początek przebrać za Grey'a Fullbustera, przezylabys to? xD
Hyoto: Dostałabym orgazmu od samego patrzenia na Ciebie...
Sasori: <uśmiech> W takim razie da się zrobić :-) <ściąga bokserki i rzuca je na łóżko, dalej caluje Hyoto, trzyma ja jedną ręką za posladek, wsuwa jeden palec pod materiał>
Hyoto: <uśmiecha się>
Sasori: <wkłada jedną rękę pod bieliznę Hyoto i patrzy na nią, jakby oczekiwał pozwolenia, caluje ja i dalej na nią patrzy>
Hyoto: <mruczy>
Sasori: <Sasori uznaje mruczenie za pozwolenie "przysysa się" ustami do jej szyi, w tym samym czasie ściągając jej bieliznę. Z wielką fascynacją bada jej pośladki>
Hyoto: <z równie wielka fascynacją bada inne partie jego ciała>
Sasori: <krew już co prawda dawno wypełniła mu pewną część ciała, ale teraz stała się ona jeszcze twardsza i bardziej... stojąca. Sasori zaczął masować wnętrze ud Hyoto>
Hyoto: <grzecznie rozsuwa nóżki>
Sasori: <namiętnie caluje ja w usta i grzecznie wchodzi w nią, mrucząc coś przy tym>
Hyoto: <jęknęła głośno>
Sasori: <odrywa się na chwilę od ust Hyoto i patrzy jej w oczy, nie przestajac przy tym działać "na dole", usmiecha się ciepło>
Hyoto: <stara się ograniczyć wszelkie niestosowne dźwięki>
Sasori: <bardzo go bawi wyraz twarzy Hyoto, ale stwierdza, że nie jest to czas na śmiechy, więc po raz setny caluje Hyoto (wmówił sobie, że wytrzyma 5 minut bez przerwy...xD) i dalej skupia się na tym, co wczesniej. Stara się być jak najdelikatniejszy, ale nie do przesady :) >
Hyoto: <ona lubi ostry seks xD> < stwierdza, że usta Sasoriego to najlepszy knebel>
Sasori: <twierdzą, że malowniczy sex na biurku nie jest taki zły, chociaż martwi się o to, czy Hyoto nic przez to nie uwiera. Stwierdza jednak, że biurko to biurko i - trzymając Hyoto w talii, zamienia się z nią miejscem, po czym sadza ja sobie w rozkroku na kolanach (no w sumie to na jajach...). Nawet falbanki mu już tak nie przeszkadzają. Posuwa się do tylu na tyle, że Hyoto musi oprzeć się o biurko kolanami>
Hyoto: <chichocze i robi to co powinna robić w tym momencie>
Sasori: <odchylił się do tyłu do tego stopnia, że uderzył głową w ścianę, po czym zachichotał>
Hyoto: <ciężko pracuje... tak jakby>
Sasori: <czuje, że prawie dochodzi. zaczyna sapać. mocno przytula Hyoto i postanawia zrobić jej malinkę na szyi>
Hyoto: <wtula się w niego i maca go po ramionach>
Sasori: <doszedł. nie odrywa ust od szyi Hyoto, działa w dziwny sposób językiem>
Hyoto: <lekko się skrzywia i uśmiecha się>
Sasori: <po dlugiej chwili odrywa się od szyi Hyoto. Dyszy ciężko, opiera jedną rękę na jej ramieniu i uśmiecha się, patrząc jej głęboko w oczy>
Hyoto: <daje mu buziaka>
Sasori: <przytula ja> Dziękuje, moja ty wróżko ^^ Mówiłem ci już, że cię kocham?
Hyoto: Jakieś kilka tysięcy razy...
Sasori: Na pewno nie tyle, jesteśmy razem od niespełna dwóch tygodni...
Hyoto: <znowu go całuje> A ja mam wrażenie, że to już cała wieczność....
Sasori: <usmiecha się szeroko> wieczność to my mamy przed sobą, kochanie... <glaszcze ja po głowie i caluje w czoło>
Hyoto: taaak... masz rację
Sasori: <trzymając rękę w talii Hyoto, natrafia na... suwak. załamany, spuszcza głowę> Cholera... <jakby od niechcenia odsuwa suwak>
Hyoto: <śmieje się>
Sasori: <przyciska Hyoto do siebie i przenosi ją na łóżko, gdzie sprawnie zdejmuje z niej górę sukienki> To jeszcze nie koniec :-) <usmiecha się szeroko>
Hyoto: <odwzajemnia szeroki uśmiech>
Sasori: <ściąga z Hyoto całą sukienkę i rzuca ja w cholerę, po czym zaczyna z wielkim entuzjazem i namiętnością całować dekold i piersi Hyoto>
Hyoto: <głaszcze Sasorka po głowie, bawi się jego włosami> tak... tego mi brakowało....
Sasori: <zaśmiał się zadowolony, stara się jak najdokładniej wykonać swoje zadanie. jedną ręką odszukał dłoń Hyoto i splótł jej palce ze swoimi>
Hyoto: Zamierzasz mnie tak rozpieszczać cały wieczór?
Sasori: Myślę, że mogłym :) Piszesz się na to?
Hyoto: Z wielką przyjemnościa..
Sasori: No to załatwione :)
Hyoto: <uśmiecha się szeroko>
Nathaniel: <stoi przed pokojem i puka do drzwi> Sasori, otwórz!
Sasori: Nosz kurwa...
Hyoto: O.o'''
Sasori: <przez chwilę nie wie, co zrobić. wzdycha głęboko i nagi podchodzi do drzwi, nie otwiera ich> Nath... zajęty jestem, mógłbyś wpaść potem?
Hyoto: I tyle po całym wieczorze....
Nathaniel: Haha, bardzo śmieszne. To mój pokój, Fabian jest ze mną...
Hyoto: <zrezygnowana wchodzi do łazienki, zawija się w szlafrok Sasoriego wychodzi>
Sasori: Spokojnie, spokojnie... <drapie się po głowie> Mam plan. Wchodzcie, tylko ostrzegam... <otwiera drzwi>
Hyoto: <siedzi na łóżko Natha z nogą założoną na drugą nogę>
Nathaniel: <trzyma Fabiana za rękę, wchodzi do pokoju> Sasori, widzę, że robisz cosplay Grey'a Fullbustera... XDDD
Hyoto: <sukienka wala się gdzieś w cholerze>
Sasori: <podchodzi do Hyoto, po drodze zaczyna zakładać spodnie> Wy to macie wyczucie czasu, Kurwa... Hyoto, ubierz się, ok? Jest coś, co chciałbym ci jeszcze dzisiaj pokazać. :-)
Hyoto: <patrzy na swoją sukienkę> Mógłbyś przynieść mi jakieś ubranie z mojego pokoju? Szkoda by było gdyby się zniszczyła....
Sasori: Spokojnie. Myślę, że możesz ja założyć. Bedzie pasować do miejsca, które chce ci pokazac. Spodoba ci się. :-)
Hyoto: <zbiera do kupy sukienkę i idzie do łazienki>
Fabian: Ehhh... chyba musimy się umawiać na co drugi dzień...
Sasori: dobra, kochajcie się <usmiecha się do Fabiana> mogę dostać klucze do twojego tajemnego pokoju w piwnicy? Hyoto go jeszcze nie widziała a spodobały jej się... :-)
Hyoto: O_O
Fabian: Tylko nie bałagańcie <daje klucze>
Sasori: Ok, dzięki <bierze klucze, zakłada koszulkę i buty, czeka na Hyoto>
Nathaniel: <zaczyna się kleić do Fabiana>
Fabian: Spokojnie Nath... <uśmiecha się>
Hyoto: <ubrała się i wyszła> Gotowa.
Sasori: <bierze Hyoto za rękę, w drugiej trzyma klucze> Ok. Chłopaki, kochajcie się ty, tylko cicho. Hyoto, chodź ze mną <uśmiecha się>
Hyoto: <idzie z nim za rączkę>
Sasori: <prowadzi ją przez korytarz> Skoro już idziemy, opowiem ci trochę o pracowni Fabiana. Był to postu pokój w piwnicy. Dlaczego należy do Fabiana? Wygrał go w konkursie na najlepszy projekt sukni. Pomagałem mu go urządzać, powinien ci się spodobać
Hyoto: <przytakuje na znak, że zrozumiała> To może skręcimy do mojego pokoju? Wezmę tylko ubrania i zostawię przy okazji Fabianowi tą suknoe
Sasori: <kręci przecząco głową> nie, twoja suknia to nieodlaczna część wystroju tego pokoju. Musisz mieć ją na sobie xD
Hyoto: Nie powiedziałam, że ją zdejmę... Chyba, że mi trochę pomożesz kiedy będziemy już tam sami...
Sasori: skoro już wiem, jak ja zdjąć, to nic nie stoi na przeszkodzie <kładzie rękę na klatce do drzwi, na których wisi ramka z napisem Paradise Kiss, patrzy na Hyoto>
Hyoto: <patrzy na drzwi, bo nie ma nic lepszego do roboty>
Sasori: Przypomina ci to coś?
Hyoto: Eh... jestem świadoma dziwnych zainteresowań Fabiana
Sasori: <spuszcza głowę> Miałem nadzieję że załapiesz... <otwiera drzwi, puszcza Hyoto przodem>
Hyoto: To nie twoja wina, że jestem nieco zmęczona i ograniczona umysłowo <przechodząc obok niego daje mu buziaka>
Sasori: teraz to mnie obrażasz. jesteś pewna, że ani trochę się do tego nie przyczyniłem? <zamyka za nią drzwi na klucz>
Hyoto: <chichocze> To miała być moja słodka tajemnica
Sasori: <usmiecha się> no, ja myślę <patrzy na pokój> dobra, nie trzymaj mnie w niepewności. podoba ci się?
Kaeru Kaeru
Hyoto: <rozgląda się> Ale bajerancko... <całuje Sasoriego w policzek> Już wiem co robisz w klasie projektowej...
Sasori: <tuli ja> chyba jednak nie jestem zbyt dobrym projektantem. Dalej nie zauwazylas, że to wierna kopia atelie z Paradise Kiss? Pamiętam, że zawsze ci się podobało...
Hyoto: Oczywiście, że zauważyłam... ale... to wciąż kopia. Chciałabym zobaczyć coś całkiem Twojego...
Sasori: <załamany psychicznie> A jak bardzo chciałem zrobić na tobie wrażenie... <idzie przed siebie, trzymając Hyoto za rękę, podchodzą do drugich drzwi> garderobe urządzałem już całkowicie po swojemu, może ci się spodoba...
Hyoto: <zagląda> Aaaah! <zaczęła dziko piszczeć> Jak ślicznie!
Sasori: <pokój jest jakiś taki naprawę zajebista, trochę taki w klimatach fantasy, ale nie będę się teraz silić na opisy xD> Eee tam, taki sobie przeciętny, mógłby być lepszy. <siada na dużej kanapie, która stoi pod ścianą>
Hyoto: <siada mu na kolanach i ogląda klimaty xD>
Sasori: <patrzy na Hyoto i zachwyca się jej zajebistoscią> To i tak bez znaczenia , dopóki możemy być tu sami...
Hyoto: <kładzie się na kanapie i położyła głowę na jego kolanach, patrzy w sufit wyraźnie się czymś martwiąc>
Sasori: <odruchowo glaszcze ją po głowie, patrzy na jej twarz> No tak. Ja też się martwię, Hyoto.
Hyoto: Jeśli on się uzależni od tego świństwa... to będziemy musieli poszukać nowego gitarzysty
Sasori: Nawet tak nie mysl. Soubi i Akise nie pozwolą, żeby coś mu się stało, a Gajeel pewnie już teraz dostaje za swoje.
Hyoto: ...no właśnie... jak wszyscy będziemy go asekurować to będzie robił co mu się żywnie podoba...
Sasori: Mówisz? Chyba masz rację. Więc co powinniśmy zrobić?
Hyoto: Właśnie się zastanawiam...
Sasori: nie myśl o tym teraz. Jesteś zmęczona i raczej nie wymyslisz nic wielkiego, a poza tym... <usmiecha się zalotnie> nie po to tu jesteśmy. ^^
Hyoto: <wzdycha>
Sasori: <czule glaszcze ją po głowie> Czuję, że i na to nie masz siły. Nic nie szkodzi... <pochyla się nad nią i całuje ja, długo i czule> też jestem zmęczony <delikatnie zdejmuje jej głowę ze swoich kolan i podchodzi do wieszaka z ubraniami>
Hyoto: Przepraszam, Sasori...
Sasori: <usmiecha się> Spokojnie, naprawdę nic nie szkodzi <zdejmuje z wieszaka jedną z sukienek> Życie to nie sam sex, a ja i tak już jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi. <odwraca się w stronę Hyoto> co sądzisz o tej? /zaraz znajdę linka do tej sukienki, to mi powiesz, co sądzisz/
http://fc04.deviantart.net/fs24/f/2007/331/2/c/The_Scarlet_Dress___3_by_davidapuzzophoto.jpg
Hyoto: Wygląda na dość ciężką...
Sasori: prawda? <podnosi sukienkę wyżej> wbrew pozorom jest bardzo lekka, no i całkiem ładnie się układa. Jest wygodna. Tak, Przymierzalem... To mój pierwszy projekt. Ubrania to nie jest moja mocna strona... Ehm... Robiłem ja z myślą o tobie, ale nie jestem pewien, czy chcialabys kiedykolwiek coś takiego założyć :)
Kaeru Kaeru
Hyoto: Na nasz ślub... :D
Sasori: prawda? <podnosi sukienkę wyżej> wbrew pozorom jest bardzo lekka, no i całkiem ładnie się układa. Jest wygodna. Tak, Przymierzalem... To mój pierwszy projekt. Ubrania to nie jest moja mocna strona... Ehm... Robiłem ja z myślą o tobie, ale nie jestem pewien, czy chcialabys kiedykolwiek coś takiego założyć :)
Sasori: <czerwieni się> mniej więcej właśnie tak to sobie wyobrażałem... <odwiesza sukienkę> czyli podoba ci się? <podchodzi do Hyoto i siada na niskiej ławie przed kanapa>
Hyoto: Uwielbiam czerwień... wiesz przecież.
Sasori: wiem, dlatego wlasnie jest czerwona. I dlatego właśnie z tobą chodzę <zarzuca czerwoną grzywą>
Kaeru Kaeru
Hyoto: <chichocze> Albo ja z tobą
Sasori: <usmiecha się> Może być ^^ <znowu wstaje, chodzi po pokoju> Jeśli wstaniesz, to rozloze kanapę i pójdziemy spać. Nie raz tu spałem... a w środku jest pościel. I nawet jest tu łazienka, jakbyś chciała wziąć prysznic.
Hyoto: To ja pójdę się umyć... <wstaje> A może chciałbyś mi pomóc?
Sasori: <wstaje> miałem nadzieję, że to zaproponujesz :) <idzie za nią>
Hyoto: <zanim dotarła do łazienki zdjęła sukienkę i powiesiła ją na jednym z wieszaków>
Sasori: <patrzy na nią> Mmm... <wchodzą do łazienki. jest tam prysznic z kotarą - na tyle duży, że 5 osób by się zmieściło>
Hyoto: <unosi brwi> Nie mogę uwierzyć, że Fabian dostał taki pokój....
Sasori: Na szczęście jest dobrym chłopcem i się dzieli <rozbiera się szybko, odsłania kotarę> Zapraszam ^^
Mid: ... to nie jest coś z czym możesz mi pomóc, Soubi...
Soubi: I chyba świadomość tego najbardziej mnie dołuje, wiesz? <odnajduje pod poduszką paczkę papierosów i zapala jednego; popiół strzepuje za łóżko>
Mid: <odwraca wzrok na okno> Jestem dużym chłopcem... jakoś sobie poradzę...
Soubi: Pewnie masz rację, ale... nie potrafię znieść tego, że jesteś smutny. No nie mogę...
Mid: Zawsze będę smutny Soubi - zawsze będę tęsknić za mamą...
Soubi: A mnie zawsze to bedzie bolało... Tylko dlaczego, do cholery? <kładzie się, patrzy w sufit> Przecież nawet nie znałem twojej mamy <wolną rękę kładzie na piersi> Skąd to dziwne uczucie? <teraz mówi już bardziej do siebie>
Mid: <prycha> Tylko się nie zakochaj...
Soubi: <zamyka oczy; przygasza peta o ścianę i wrzuca za łóżko> Kurwa.
Mid: <podchodzi do okna> Musisz znaleźć sobie dziewczynę, Soubi...
Soubi: <prycha> Jak to tak wszystko łatwo powiedzieć, nie? "tylko się nie zakochaj", "musisz sobie znaleźć dziewczynę"... <jego głos zaczyna się łamać, a spod zamkniętych powiek zaczęły cieknąć łzy>
Mid: <patrzy na niego przerażony> Zaraz.... ty chyba nie....
Soubi: nie, skądże <sarkazm> dlaczego miałbym, co? <podnosi się i ociera łzy rekawem, podchodzi do drzwi> Wychodzę. <kładzie rękę na klamce; za szybko się podniósł, więc zakrecilo mu się w głowie>
Mid: <podbiegł do niego i przytula go mocno, przy okazji podtrzymuje go, żeby się nie przewrócił>
Soubi: <kiedy Midnight go przytula, przepelnia go dziwne uczucie. z jednej strony chciałby się na niego rzucić, ale z drugiej nie może..> Puść mnie, muszę iść... <mówi cicho, takim głosem, jakby wcale tego nie chciał>
Mid: Nigdzie nie musisz iść... <kładzie go na łóżku>
Soubi: <stawia bardzo lekki opór; odwraca głowę tak, żeby nie patrzeć na Midnighta>
Mid: <sadza go na łóżku, sam kuca przed nim, spuszcza głowę, ale cały czas trzyma go za ramiona>
Soubi: <patrzy na niego> no i co robisz? zaraz pewnie usłysze, że to niema racji bytu i co"zostańmy przyjaciółmi", tak?
Mid:...
Soubi: To może oszczędzimy sobie tego i pozwolisz mi wyjść?
Mid: Zostań... ja wyjdę... <wstaje i wychodzi>
Soubi: <patrzy na zamykające się za nim drzwi, wzdycha, znowu się kładzie i patrzy w sufit, zapala kolejnego pspierosa> Kurwa, nie wierzę w to. <patrzy na szafke, która nie domyka się z powodu ubrań> Nie wierzę, że aż tak cholernie go kocham...
Mid: <idzie do Nathaniela, puka... nie, on nie puka - otwiera drzwi>
Nathaniel: <cieszy się, że jeszcze nie zdążyli się do siebie dobrać; schodzi z Fabiana i siada obok> Hej, Mid, lepiej się czujesz? Wygladasz na... przerażonego.
Mid: ...masz chwilkę?
Fabian: <wzrusza ramionami> Zobaczę co u Sashy... <całuje nathaniela w policzek i idzie sobie>
Nath: <Wymienia spojrzenie z Fabianem> Jasne. <podchodzi do niego> Coś się stało?
Mid: ... Soubi...
Nath: <przerażony> Coś mu się stało?
Mid: ...nie jestem pewien...
Nath: <siada na łóżku> Więc o co konkretnie chodzi?
Mid: On... zakochał się we mnie
Nath: <jest zaskoczony, śle dochodzi do wniosku, że to ma sens> A ty oczywiście zastanawia się, jak mu delikatnie powiedzieć, że jesteś hetero, tak?
Mid: ...
Mid: Coś w ten deseń...
Nath: Tego mu tak łatwo nie przetlumaczysz. Spałeś z nim, spałes z Hizuka. Nie zrozumie tego. Powinieneś mu prostu powiedzieć, że nic do niego nie czujesz. Że nic dla ciebie nie znaczy, że do siebie nie pasujecie, że masz go dość, że działa ci na nerwy... Coś takiego.
Mid: Ale ja wcale nie mam go dość... i to nie tak, że nic dla mnie nie znaczy... ja go kocham... ale jak przyjaciela, a nie jak kochanka...
Nath: <smieje się> Sorry, Mid, ale nie wyobrażam sobie, żebyś potrafił kogokolwiek kochać... Dlatego już na wstępie obstawilem, że chcesz go spławic.
Mid: Masz rację, Nath... ja nie umiem kochać ludzi w ten sposób jak ty kochasz Fabiana...
Nath: <krzyzuje ręce na piersi> Wiem o tym. <opiera się plecami o ścianę> Jest tak, że powinno się być odpowiedzialnym za osobę, która bez wzajemności obdarzyła nas uczuciem. W tym wypadku - z całym szacunkiem - naprawdę współczuję Soubiemu.
Mid: Ja też... nie wiem co robić...
Nath: Jakkolwiek delikatnie nie próbował byś tego zrobić, i tak złamie mu serce, a lepiej jest to zrobic teraz. Im dłużej ma nadzieję, tym potem bedzie już tylko gorzej.
Mid: ... cholera! <przyciska dłonie do twarzy> Po chuja się z nim przespałem...
Nath: Przynajmniej masz pewność, że ci się nie podoba. Wiesz, że wasze ciała do siebie nie pasują, że wcale cię nie podnieca... pewnie nawet udawales, że dochodzisz...
Mid: Tak na prawdę to wręcz przeciwnie...
Nath: Tak? <usmiecha się> A jak to było?
Mid: Cóż... całkiem przyjemnie... no i Soubi jest podniecający...
Nath: Poważnie? Ja kiedyś spałem z jakąś dziewczyną i naprawdę udawalem, że dochodzę... ale może z facetami jest inaczej? Ja sobie nie wyobrażam nic lepszego, niż sex z Fabianem... A z Soubim też raz spałem. <wstaje i podchodzi do okna> Ale bym się wkurzyl, jakby mi ktoś teraz powiedział, ze spał z Fabianem...
Mid: <wzrusza ramionami> Ja nie kocham Soubiego...
Nath: <wzdycha> Może po prostu ja do niego pójdę i z nim pogadam? Albo się z nim przespie na pocieszenie? Lubie te jego wąskie biodra i ten kaloryferek... no i jego usta mają taki charakterystyczny smak. Trochę jak wiśnie, nie? Albo bardziej jak jagody...
Mid: Mnie bardziej przypominały maliny...
Nath: Nie, jestem pewien, że to bardziej jagody. A właśnie... skoro już tak poważnie rozmawiamy, to może wytlumaczysz mi, co ci strzeliło do głowy, żeby się przespać z Hizuka, panie patrzcie-jaki-jestem-hetero?
Mid: Jestem bi... albo raczej jestem... ciałem z fizycznymi potrzebami niezdolnym do romantycznych uczuć
Nath: Coś jak pomyłka genetyczna, nie? Cholera, naprawdę nie mam pojęcia, co Soubi w tobie takiego widzi. A przecież nie jest głupi. Nie patrzy na wygląd, tylko charakter. Musiał dostrzec w tobie coś, czego najpewniej ty sam nie widzisz.
Mid: ... czyli powinienem mu pokazać, że jednak nie jestem wart zachodu?
Mid: Jeśli... jeśli wciąż będę skurwysynem to może mu się odechce...
Nath: Miałem raczej na myśli to, że Soubi nie oddał by ci swojego serca, gdyby nie był pewien, że będziesz w stanie się nim zaopiekować...
Mid: Chyba nawet on nie jest nieomylny
Nath: Ta, to jest sposób...
Nath: W tych sprawach zawsze mu ufam, ale przyznaje, że ciężko mi się z nim tym razem zgodzić...
Mid: ... wciąż nie wiem co powinienem zrobić...
Nath: Idź na żywioł. Idź do niego, spójrz mu w oczy i powiedz, jak wyglądają twoje uczucia do niego. Bezsensowne gierki byłoby w tym wypadku... dziwne.
Mid: ...
Mid: Chyba masz rację... przepraszam, że Wam przeszkodziłem...
nie wiem jak ty, ale ja idem spać :D
Nath: Nic nie szkodzi, jeszcze zdążymy się ze sobą przespać. Możesz po drodze powiedzieć Fabianowi, że może wracać?
Mid: <przytakuje> Słyszałem, że twój brat się tu wybiera...
Nath: Casper? <śmieje się> Ah, tak. Powinien tu być jutro rano. Wyrzucili go z poprzedniej szkoły... nie mam pewności, za co. Mam wrażenie, że się dogadacie :)
Mid: <wzrusza ramionami> Mailujemy ze sobą ostatnio... jest takim samym skurwysynem jak ja
Nath: Tak, nieda się ukryć... <spuszcza wrok>
Mid: Powiedziałem.... coś nie tak?
Nath: Nie, nie. Chodzi o mojego brata. Zresztą... sam wiesz, jaki jest. Kocham go, ale czasami się go boję...
Mid: <uśmiecha się i chichocze> A wiesz jak to z nami posrańcami jest? Swoich nie damy tknąć palcem.
Mid: Nie będę Cię już męczył, udanej nocy, Nath
Mid: <wychodzi i idzie do Fabiana>
Nath: <usmiecha się cieplo> Tak, wiem. Kiedy byłem mały, zawsze mnie bronił... widziałem, jak znęcał się nad innymi, ale ja nigdy nie usłyszałem od niego złego słowa...
Nath: Tak, tak, trzymaj się.
Mid: <przekazał wiadomość od Natha i poszedł do Soubiego>
Soubi: <dalej leży na łóżku, wypalił już całą paczkę papierosów (było ich siedem...) i powoli zasypia>
Mid: <wbija bez uprzedzenia>
Soubi: <brak reakcji>
Mid: Słuchaj, stary...
Soubi: <wciąż brak reakcji>
Mid: Śpisz? <siada obok niego>
Soubi: Nie. <obraca się na bok, twarzą do ściany>
Mid: Stary, martwię się o ciebie...
Soubi: <mówi do ściany> Really? Nic mi nie jest.
Mid: ... < poszedł się umyć>
Soubi: <podszedł do swojej szafki, wywalił ubrania i zaczął je składać. cały się trzęsie>
Mid: <umył się i wyszedł z ręcznikiem na głowie, siada na łóżku i patrzy na Soubiego>
Soubi: <dalej składa ubrania. ciężko oddycha, jakby płakał>
Mid: Cokolwiek bym powiedział... nie miałoby to żadnego znaczenia, prawda...?
Soubi: <spuszcza głowę> Jak ty mnie dobrze znasz... <obraca się i patrzy na Mida> Nie, tym razem z chęcią wysłucham, co masz mi do powiedzenia. Dawaj. <skrzyżował ręce na piersi>
Mid: <uleciała z niego cała pewność siebie, której nabrał po rozmowie z Nathem> Gdybym... gdybym umiał kogokolwiek kochać w ten sposób to może... ale nie potrafię...
Soubi: <opiera się plecami o szafke> żartujesz sobie ze mnie czy naprawdę w to wierzysz? Bo jak na razie nie spotkałem osoby o tak wyjątkowym sercu, jak ty. Znam się, jestem pisarzem i widzę więcej, niż inni. Może po prostu powiedz, że ci się nie podobam, zamiast pieprzyć głupoty?
Mid: Jeszcze nigdy nikogo nie kochałem, Soubi. Nie potrafiłbym się z kimkolwiek związać... możesz wiedzieć więcej inni, Soubi, ale nie jesteś nieomylny...
Soubi: Przecież nigdy nie powiedziałem, że chce się z tobą wiązać. Mówię, że masz wyjątkowe serce, to wszystko. No i mogę dodać, jeśli już musisz wiedzieć, że to mnie w tobie fascynuje.
Mid: <zaskoczony podnosi wzrok> Czyli mnie nie kochasz?
Soubi: Tego też nie powiedziałem. Nazwałbym to raczej niewyjasniona fascynacją.
Mid: Fascynacja... ale nie taka poważna miłość?
Soubi: <spuszcza wzrok> Hm... dobre pytanie. Nie jestem pewien. Ja też nikogo wczasniej nie kochałem. Piszę o miłości, a na dobrą sprawę nie wiem nawet, jak wygląda...
Mid: Wybacz, ale nie mogę Ci pomóc... jestem bezdusznym sukinsynem... sam wiesz... muszę trzymać renomę
Soubi: A ja wcale nie proszę cię o pomoc. Wiem, że nie tylko na zewnątrz jesteś taki twardy... I nie wyobrażam sobie, żeby z twoich ust kiedykolwiek padły słowa: "kocham cię". Po prostu... <Soubi siada obok Midnighta i patrzy na niego> Wiesz? Lubię patrzeć, jak śpisz. Zawsze wtedy mówisz o swojej mamie, a ja zawsze zazdroszczę jej syna, który aż tak ją kocha.
Mid: Może sztachnij sobie jakiegoś...
Mid: Ja lubię patrzyć jak gnieciesz kartki, gdy odpływa CI wena...
Soubi: Czyli lubisz, jak się denerwuje? Dobrze wiedzieć...
Mid: <uśmiecha się> Właśnie dlatego uwielbiam robić Ci bałagan w szafkach...
Soubi: <patrzy na ubrania leżące przed szafka> Ta, zauważyłem to. <wstaje i idzie w stronę łazienki, łapie za klamkę> Jesteś ciekaw, czego najbardziej pragnę?
Mid: <przytakuje>
Soubi: Chciałbym z tobą sypiać. Tak po prostu. Żebyś mnie przytulał, kiedy mi smutno i żebyś spał ze mną, gdy akurat oboje będziemy mieć na to ochotę. Żebyśmy robili to wszystko bez żadnych zobowiązań i bez zastanawiania się, czy jedno drugie kocha. Tak poprostu. <otwiera drzwi> Ale oczywiście nawet nie śmiem prosić cię o coś takiego. <wchodzi do łazienki>
Mid: <wchodzi za nim>
Soubi: <patrzy w lusterko, widzi Midnighta za sobą> Chciałem umyć twarz.
Mid: <przytula go>
Soubi: <zaskoczony>
Mid: Podoba mi się ten układ...
Soubi: <rumieni się> Naprawdę? Ja... nie sądziłem, że mógłbyś... spełnić moje życzenie.
mid: Jesteśmy tylko ciałami z fizycznymi potrzebami... czemu miałbym sobie odmawiać?
Soubi: <usmiecha się i bez dłuższego zastanowienia caluje Midnighta w policzek>
Mid: Możemy się tym zając w najbliższym czasie...
Soubi: <usmiecha się i bez dłuższego zastanowienia caluje Midnighta w policzek> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz