,

,

Saints Row - Cytaty

Aktualizacja: 23.12.2013



Zeszyt 1

Gabe: Kurwa, z kim ja mieszkam? =.=
Mike: Z bakteriami i roztoczami. Sezonowo wprowadzają się szczury.
Gabe: O.o Szczury?
Mike: Oczywiście. Również pająki, komary i wszelkie robactwo. Trafiają się nawet węże.
Amy: Nie strasz go, durniu...
Gabe: Ja... ja... chyba już pójdę... <poszedł do pokoju>
~-~ v ~-~
<ludzie wysadzili samochód Mike'a>
Mike: o.o Mój... mój... mój samochód... +.+ Moje dziecko! Zabiję... <sieka> Zabiję was wszystkich.
Amy: <doszła do wniosku, że gniew dobrze działa na Mike'a i jeszcze raz strzeliła w auto>
Mike: Znowu?! Który to był?! Przyznać się, tchórze!
Amy: ^.^ <dumna>
~-~ v ~-~
Mike: Od razu mi się humor poprawił.
Amy: Ten drugi strzał w samochód - to byłam ja.
Mike: <wyjmuje Ebony i celuje w nią> Czemu to zrobiłaś?
Amy: Bo jesteś zajebisty jak się wkurzasz.
Mike: To spoko <chowa broń>
                                                                   ~-~ v ~-~
Amy: ...boję się o Johnny'ego.
Mike: ...To jest największy sukinsyn jakiego znam. Myślisz, że dałby się w ten sposób zabić?

Zeszyt 2

Shaundi: Zamierzasz siedzieć tu całą noc i wyć do księżyca czy ruszysz dupę?
Johnny: Wycie to kusząca propozycja, ale wolę towarzystwo ludzi niż gwiazd.
 ~-~ v ~-~
Psycholog: Myślę, że Gabriel źle przeżywa przeprowadzkę. To całkiem nowe miejsce i nikogo tu nie zna. Ma problem z zaprzyjaźnieniem się z innymi chłopcami w klasie.
Amy: A dziewczyny?
Psycholog: ...
Wychowawczyni: ...
Gabe: ...
Amy: No co?
Gabe: To liceum tylko dla chłopców.
Amy: O.o'' To co ty tu robisz?
Gabe: Zapisałaś mnie do tej szkoły!
                                                                    ~-~ v ~-~
Amy: <helikopter przeleciał nad parkiem>
Mike: <spojrzał w górę i uśmiechnął na widok fioletowego helikoptera>
Amy: <strzeliła FAMAS'em w drzewko nad powitanie>
Evelyn: <przestraszona schowała się za Mike'a>
Mike: <strzelił z Ivony w metal helikoptera>
Eric: Kurwa, co się dzieje?!
Amy: Delikatna wymiana czułości. Nie przejmuj się.
Evelyn: Co się dzieje? Ruscy?
Mike: Powitanie. Nie przejmuj się.
~-~ v ~-~
Amy: <rzuca Gabe'a na kanapę; do Shaundi> Pilnuj go.
Shaundi: A co ja jestem? Opiekunka do dziecka?
Amy: Teraz tak. <wychodzi na chwilkę>
Shaundi: <mierzy pistoletem w Gabe'a> Bądź grzeczny, bo nie chce mi się Ciebie pilnować.
Gabe: =.= Akurat. Myślisz, że się nabiorę na starą sztuczkę z atrapą? Mowy nie ma. Kim wy w ogóle jesteście?! Nie wyglądacie na byłych studentów. Znacie się z klubu?
Shaundi: <wypaliła, pocisk trafił w kanapę obok głowy Gabe'a> Zamknij się.
Gabe: O.O
Amy: <wraca> Dzięki, Shaundi <do Gabe'a> Jak było?
Gabe: O.O Chyba się posrałem.
~-~ v ~-~
Johnny: Lost Innocents przystawiają się do Syndykatu, żeby poznać ich tajemnice. Mają zamiar później ich zdradzić i przyłączyć się do nas.
Pierce: Uwierzyłeś mu?
Johnny: Oczywiście. Przecież mnie uratował.
~-~ v ~-~
Evelyn: A poza tym, Sebastian jest gejem.
Mike: To bardzo wygodna wymówka.
Evelyn: Ja nie żartuję. Sebastian jest gejem i chodzi z twoim bratem.
Mike: <zamurowany> Co?
Sebastian: Chodzę z Antoine.
Mike: Mój brat jest pedałem?!
~-~ v ~-~
Amy: Szpital. Właśnie tam trafisz. Zastanawiam się tylko czy ma to być szpital ratunkowy, czy psychiatryczny.
Johnny: Psychiatrzy nie potrafią mi pomóc. To wszystko przez matkę. Ćpała podczas ciąży.
Amy: <krzywi się> A ojciec cię swoją piersią karmił.
Johnny: Kto to ojciec?
Amy:  Pan, który pożyczył twojej mamie plemniki.

Zeszyt 3
Amy: Skąd ta zmiana?
Mike: Jaka zmiana?
Amy: <majta mu przed oczami jego własnymi włosami> Wyglądasz jak pedał.
Mike: Wygląd może człowieka zmylić. <wyszczerz> W środku jestem nadal tym romantycznym gościem, za którym kobiety się uganiały.
Nun: <zaczęła się znacząco krztusić>
 ~-~ v ~-~
Amy: Ja nie potrzebuję partnera. Wszystkie potrzeby załatwiam sama!
Mike: Naprawdę sama? <odsuwa się od niej> Ale nie rób tego przy mnie, dobra?
Amy: X__x <w co ja się wpakowałam...>
 ~-~ v ~-~
Amy: Na pewno nie jest gangsterem - nie ma takich zapędów. Całe dnie siedzi przed komputerem! 
Mike: A czy Deckersi robią coś innego, niż siedzenie przed komputerem?
Amy: ......
 ~-~ v ~-~
Mike: Popierdolony człowiek...
Amy: Na kogo rak klniesz, babo?
Mike: Na Gata.
Nun: Co z nim, Michelle?
Mike: >.<*
 ~-~ v ~-~
Mike: O, siema, Pierce.
Pierce: <patrzy na Mike'a, wybucha śmiechem>
 ~-~ v ~-~
Amy: Potrzebuję cię pod niebem, przystojniaku.
Eric: Już się wybierasz do nieba? Sorry, coś mi się wydaje, że tam nie potrzebują więcej świętych.
Amy: X.x Już wiem, czemu nie jesteś poetą; potrzebuje helikoptera.
Eric: Przecież stoi na lądowisku.
Amy: =.= Chciałabym, i nawet byłabym rada, gdybyś go pilotował.
Eric: To czemu od razu tak nie mówiłaś? <staje na antresoli i rozłącza się> Kiedy lecimy?
Amy: <patrzy na niego> X.x Dobrze, że mam darmowe do Plusa.
Eric: <patrzy na nią z rozbawieniem> Dobrze, że nie mam telefonu w Plusie.
 ~-~ v ~-~
Mike: <znajduje Erica i robi mu opatrunek> Może ciebie też, kurwa, zawieść do szpitala?
Eric: Byłoby miło, kochany. Załatwię ci dobrego fryzjera.
Mike: x_x*
 ~-~ v ~-~
Nun: =.= Daj to <zabiera od niego pancerfausta> Jak to się ładuje?
Carl: <rozgląda się> Cholera, nie wziąłem rakiet ^^'''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
 ~-~ v ~-~
Nun: >.< Kurwa!
Carl: Gdzie?! <rozgląda się>
 ~-~ v ~-~
Nun: <rzuca Carla o ścianę> Skąd mogę wziąć gnaty?
Carl: <walnął głową o mur i stracił przytomność>
Nun: Naprawdę, teraz?
 ~-~ v ~-~
Telefon Amy: O kurde! W dupę jeża! Masaaa-kra!
 ~-~ v ~-~
Mike: <odbiera> Co jest?
Nun: Znaleźliśmy Amy... ona jest... nieprzytomna. Musi jechać do szpitala.
Mike: To ją, kurwa, zawieź!
 ~-~ v ~-~
Nun: O.o''' <wchodzi do malucha na miejsce pasażera, a tam kierownica> Cholera, co to jest?!
Angel: <mruczy> Samochód jutra.
 ~-~ v ~-~
Nun: Co z nimi?
Mike: Zobaczymy. Ale pewnie nic im nie będzie, jak na skurwysynów przystało.
 ~-~ v ~-~
Pierce: Szpitale są chore.
 ~-~ v ~-~
Nun: Dlaczego nie zostałeś koszykarzem?
Pierce: ...Bo spotkałem Gata.
Nun: X.x To wiele wyjaśnia
 ~-~ v ~-~
Nun: Nie uważasz, że Święci powinni mieć własną linię autobusową?
Pierce: A gdzie by miała kursować?
Nun: Między Steelport i Stilwater.
Pierce: Niezły pomysł... Ale lepsze byłyby samoloty. Albo chociażby helikoptery.
Nun: A gdyby byłby to autobus z twoją twarzą?
Pierce: Oo... Dobrze kombinujesz.
Nun: Oczywiście byłby to luxusowy autobus... z dziwkami oczywiście.
Pierce: Ho, ho. Chyba polubię autobusy.
 ~-~ v ~-~
Carl: Siemanko. Gdzie podziałeś rękę?
Pierce: Sprzedałem na allegro. Wiesz ilu było chętnych? Normalnie się nie spodziewałem, że mam tylu fanów... No dobra, spodziewałem się.
 ~-~ v ~-~
Yoko: Nie Koko tylko Yoko. Mike, wyprałeś sobie mózg przy okazji barwienia włosów?
 ~-~ v ~-~
Satan: Rrał, rał? <,,Gdzie Mike?''>
Irma: Nazwę cię... Angel!
Satan: <prycha, wyrywa się jej> Rrał-ał? <,,Czy ja, kurwa, mówię niewyraźnie''?>
 ~-~ v ~-~
Amy: (Zajebiście, ten skurwysyn całkiem ignoruje to, co do niego mówię! Fochnę się... zaraz... i tak nikt nie zauważy =.=)
 ~-~ v ~-~
Mike: A gdzie Johnny?
Dex: A gdzie może być Johnny? Pewnie pojechał do dzielnicy Czerwonych Latarni.
Mike: .__. Niepotrzebnie pytałem.
 ~-~ v ~-~
Dex: Tak, mamy jeden problem. Gat.
Mike: <wzdycha> Co zrobił?
Dex: Wkurwił Bractwo.
Shaundi: ...Tylko tyle?
Dex: Tak, spalił tylko połowę Areny.
Irma: Tylko pół? O.o'
Dex: Zauważ, że to jedna z największych dzielnic. Na dwóch wyspach.
Irma: Zaraz... to NIE był żart? O.o'... O____O
 ~-~ v ~-~
Johnny: Może wysadzimy jeszcze galerię i resztę supermarketów?
Dex: x.x Po co tu przyjechałeś?
Johnny: Żeby skopać dupy skurwysynom.
Dex: Skopać. A nie wysadzić.
(...)
Dex: Zajebali nam Nuke Plant. Dobrze byłoby ją odzyskać...
Johnny: Na chuj?
Dex: ?
Johnny: Wysadźmy ją.
Dex: ...o.o W końcu mówisz do rzeczy, Johnny. Ale pamiętasz, że kiedyś była tam elektrownia atomowa?
Johnny: <uśmiech pojebańca> Jak dla mnie bomba.
 ~-~ v ~-~
Dex: Zaspojleruje ci: umrzesz.
 ~-~ v ~-~
Pierce: Co umiesz, dzieciaku?
Alek: Wszystko. Umiem strzelać, gotować, obsługiwać komputer, jeździć konno, obsługiwać kombajn i traktor. Coś jeszcze? Hmm... umiem grać w szachy.
Pierce: Oo... Szachy, powiadasz?
 ~-~ v ~-~
Amy: Powiedzmy, że rzucam ci rękawicę.
Pierce: Co, kurwa? Na chuja mi rękawica w wiośnie?
 ~-~ v ~-~
Pierce: Dawaj, spal swoją przeszłość. Zamknij jeden rozdział swojego życia, abyś mógł iść dalej.
Alek: On zawsze jest takim mędrcem?
Amy: Szczerze? Nie. Jestem zaskoczona, że potrafi myśleć w ten sposób.
Pierce: Co tam pieprzycie?
Amy: Nie spodziewałam się po tobie takich poważnych słów, panie Washington.
Pierce: A, to. Słyszałem ten tekst na filmie.
Amy: X.x
 ~-~ v ~-~
Alek: Chcecie coś?
Amy: Truskawkowego skręta! *^*
Pierce: What? Skręta?
Amy: *^* Aha!
Pierce: Nie możesz sobie, kurwa, sama zrobić?
Amy: Yyy. Czuje podtekst.
Pierce: <wącha> A jak podtekst pachnie?
 ~-~ v ~-~
Pierce: <pomaga Amy wsiąść na wózek>
Amy: Dzięki, pralinko.
Pierce: X.X Nie wymyślaj mi pseudonimów.
 ~-~ v ~-~
Angel: Zemścimy się za zniszczenie magazynu.
Eric: Zemsta rodzi kolejną zemstę, a ta - jeszcze kolejną... Ach, jakież to błędne koło rozpaczy!
Alek: X___x
 ~-~ v ~-~
Kinzie: Sądzę, że najlepszym sposobem na wkurzenie ich, jest uderzenie ich własną bronią. Komputerem.
Amy: Zbudujemy kompo-miotacz?

Zeszyt 4


Kinzie: Superkomputer jest w supertajnym miejscu.
Alek: W Narni?
 ~-~ v ~-~
Alek: Co taki młody, przystojny mężczyzna tu robi?
Antoine: Podglądam innych młodych, przystojnych mężczyzn.
Alek: *^* Będę bezpośredni. Pieprzmy się.
Antonie: <mlasnął niezadowolony> Niby ładny jesteś... ale z dzieciakiem to żadna przyjemność.
Alek: X.x Ale jestem doświadczony!
Antoine: To co z tego? Czy masz coś więcej do zaproponowania niż białe włosy?
Alek: Gorące serce i noc pełną rozkoszy.
Antoine: Każdy tak mówi.
Alek: Kto nie ryzykuje - nie zyskuje.
Antoine: Nie chcę.
Alek: <zaskoczony otworzył usta, po chwili je zamknął i oskarżycielsko wycelował palec w Antoine> To twój ostatni dzwonek, żeby przelecieć młode, jędrne ciałko przed impotencją.
Antoine: <przewraca oczami> Jasne, jasne. Mi wystarczy ciałko mojego mężczyzny.
Alek: ...było tak od razu >__>
 ~-~ v ~-~
Eric: <kontempluje z Antoine, czemu Lost Innocents noszą się na biało>
Antoine: ...Bo śnieg.
Eric: X.X Czemu akurat śnieg? Myślałem, że biały to po prostu kolor niewinności...
Antoine: W sumie masz rację, ale... śnieg. Śnieg jest biały, śnieg jest sexy, a mężczyźni w białych garniakach wyglądają sexy, bo śnieg.
Eric: Kto ci naopowiadał takich pierduł?
Antoine: Seba. To on stworzył cały pomysł z Lost Innocents, a po tym - całą strukturę. Ja tylko stałem i rosłem.
Eric: Sebastian? Prędzej powiedziałbym, że on ma ,,czarną duszę, w której pada czarny śnieg''!
Jania: True story, bro.
 ~-~ v ~-~
Nun: Nie chcesz się rozerwać?
Samson: <patrzy z przestrachem najpierw na bombę, potem na nią> Nie!
 ~-~ v ~-~
Dex: Ja pieprzę, to więcej niż potrzebujemy. Jesteś zajebista, Keith. Nawet nie chcę wiedzieć w jaki sposób zdobyłaś te info.
Keith: Jestem ninja. Tyle musisz wiedzieć.
 ~-~ v ~-~
Dex: <dzwoni do 'przedstawiciela ekipy ze Steelport'>
Zimos: <odbiera> Dom Zimosa dla zbłąkanych owieczek.
Dex: o______X Tu Dex z ekipy ze Stilwater. Potrzebujemy dwóch osób na akcję wieczorem.
Zimos: Rozumiem. Jakie masz preferencje?
Dex: Co?
Zimos: Blondynki, brunetki; białe, czarne; doświadczone, uległe...
Dex: X____X* Mówię o Świętych, nie potrzebuję dziwek. Chcemy dwie osoby do wsparcia przy wysadzaniu hurtowni w Banville.
Zimos: Sure, amigo! Ponyville, będą. O której?
Dex: Banville. O 9pm. Tylko niech... <machnął ręką> Nieważne.
Zimos: Klient nasz pan.
Dex: <rozłącza się> Co za pojeb x.x'''
Nun: Kto odebrał?
Dex: Don Zimosa czy coś.
 ~-~ v ~-~
Nun: <patrzy na Aleka> Cholera, kolejny Jones?! <Skąd oni się biorą? Może rozmnażają się przez pączkowanie? O---O'> Zuo~~~o.
 ~-~ v ~-~
Carl: ...Czołg?
Johnny: Chuja tam, rozwalimy i czołg.
Carl: Ta bomba nie da rady przedrzeć się przez pancerz.
Johnny: Pierdolisz.
 ~-~ v ~-~
<zaczęło grzmieć - true story>
Nun: <przytuliła się do Mike'a> O.O... T^T
Mike: ...x_= Niby jestem singlem, ale nie rzucaj się na mnie tak z znienacka.
Nun: Ty tę burzę zrobiłeś specjalnie!
Mike: Tak. Chociaż wolę, kiedy kobiety rzucają się w moje ramiona bez pomocy mych ukrytych zdolności.
 ~-~ v ~-~
(Evelyn oglądała pamiętny mecz Indians vs Mariners 20 maja)
Evelyn: Wymienili battery? Wilhelmsen i Montero... Co? Cather to JESUS Montero? That sucks...
 ~-~ v ~-~
Amy: Kłamiesz. Nos ci się zmarszczył.
Pierce: Co? <obmacuje nochala? o.O To nie mój!
Amy: O.o' Naćpałeś się?
 ~-~ v ~-~
Amy: Sam dzieciaka machnąłeś i z mojej kasy płacisz?! =.=*
Pierce: Mówię, że oddałem.
Amy: =.= Kłamca. Jaka baba chciałaby mieć z tobą dziecko?
Pierce: <przewraca oczami> Mądra.
Amy: Mądra by uciekła z wrzaskiem.
Pierce: <kręci głową> Nie z wrzaskiem tylko z dzieckiem.
Amy: X.x Proszę o prawdę. Dam ci za to dychę.
Pierce: <wyciąga rękę> Dawaj.
 ~-~ v ~-~
Kinzie: Są jakieś pytania?
Amy: ...jaki był plan?
Kinzie: ...>.<* Ja wam, kurwa, wjebię!
 ~-~ v ~-~
Samson: Mój Autoregulator... T___T
Irma: Do rzucania jajkami?
Samson: Nie... Autoregulator Wydzielania Marchewek Złośliwym Królikom, Które Miały Nieszczęście Zagnieździć Się Na Mojej Pięknej Działce, A Nie Chcą Odejść Po Dobroci.
~-~ v ~-~
Keith: Jak się miewa Autoregulator Wydzielania Marchewek?
Irma: Nie pytaj. To drażliwy temat.
Samson: Autoregulator... chyba mnie nie polubił... i się spieprzył.
~-~ v ~-~
Evelyn: ...Jestem w ciąży.
Mike: ...Aha.
Evelyn: Co to ma być za reakcja?!
Mike: <wzrusza ramionami> Nie wiem, czy chcesz to dziecko, czy będziesz usuwać, więc...
Evelyn: Nie mam zamiaru zabić mojego dziecka <cedzi przez zęby>
Mike: To gratuluję.
Evelyn: ...To twoje.
Mike: ...O.O Co ty pierdolisz?!
~-~ v ~-~
Amy: Widziałeś Aleka? Wrócił już?
Eric: Takie małe, białe i szwenda się pod nogami? Nie widziałem.
 ~-~ v ~-~
Eric: Kto widział dziub-dziuba, jak wygląda dziub-dziub? Może wreszcie się uda odpowiedzieć jak z nut. Czy to fruwa, czy lata? Czy ma dziuba, czy dziub? Kto widział dziub-dziuba, gdzie się schował dziub-dziub~?
Amy: <facepalm>
Alek: O.o Pedofil.
 ~-~ v ~-~
Amy: Poradzisz sobie beze mnie przez kilka tygodni, kotku?
Zimos: Cóż, będzie trudno, ale jakość wytrzymam bez twojego ustawiania wszystkich po kątach.
 ~-~ v ~-~
Alek: Fuu... baby.
Cass: Fuu... geje <wpadła na pomysł, klasnęła w dłonie> Popozujecie mi do rozbieranej sesji?
Alek: Skoro nalegasz... <zdejmuje bluzę i T-shirt>
Cass: Oj, nie tutaj, jest zbyt słabe światło, żeby zdjęcia wyszły... A ty, Sebuś?
Sebastian: Kurde, ogarniecie się przed akcją, czy mam was ustawić do pionu? Wszystkie oferty matrymonialne później.

 ~-~ v ~-~
Gabe: <przybliża się do Matta i całuje go>
Przypadkowi przechodnie: O.o''
Przypadkowa yaoistka: *___*
 ~-~ v ~-~
Chris: Damy radę wyjechać tą samą drogą?
Cass: Może przez płot?
Sebastian: Tak, kurwa, betonowy.
 ~-~ v ~-~
Matt: <prze głośniki> Gratuluję, Święci. Moje uszanowanie, agentko Kensingtone.
Kinzie: <facepalm> Znowu ten gnojek...
Alek: Hej, Matt ^///^
Matt: Hej, Alek. Jak leci?
Alek: Właśnie ukradłem superkomputer ^.^
Matt: Gratuluję. Widziałem wszystko z kamer wojska. [...] Mogę wam przysłać kogoś do pomocy <chichocze>
Alek: Może pójdziemy na piwo wieczorem?
Matt: Sory, ale nie mogę... <słychać jakieś głosy> ...=.= Już idę, mamo!
 ~-~ v ~-~
Irma: To kiedy wysadzamy Nuke Plant?
Nun: Ja nic nie wiem, pytaj Dexusia.
Irma: O.o' Dexusia?
Nun: Nie pytaj...
 ~-~ v ~-~
Kanzaki: Jest Yoko?
Nun i Irma: Nieee...
Kanzaki: A ten, taki ważny... T.Rex?
 ~-~ v ~-~
Nun: Chodź, T.Rexie.
Dex: o.O Da fu?
Nun: ...nieważne, po prostu chodź.
 ~-~ v ~-~
Dex: Jaką masz sprawę do mnie?
Kanzaki: To <pokazuje na kartonik po jogurcie>
Dex: ...Co?
Kanzaki: Jogurt stał się droższy. Chcę, żebyście rozpieprzyli Ultor.
 ~-~ v ~-~
Irma: <chowa się za Dexem>
Dex: Co ci, Iruś?
Irma: <pokazuje na Kanzakiego palcem> On jest irytujący.
Kanzaki: <wychyla się, żeby widzieć Irmę> A ty masz małe cycki.
 ~-~ v ~-~
Nun: A ty się wybierasz?
Dex: Nie, wejdę na dach budynku i będę oglądał pokaz.
Nun: ......leń.
Dex: Jestem mózgiem operacji... A to boli.
 ~-~ v ~-~
Natsume: Tak się zastanawiam... <pokazuje na Nun> To dziewczyna czy facet?
Nun: >.<*
Kanzaki: A co to za różnica?
Natsume: Dziewczyny nie kopnę w jaja.
 ~-~ v ~-~
Dex: Chcecie dołączyć do ataku na Nuke Plant?
Kanzaki: A co to Nuke Plant?
Dex: =.= Wyspa, na której Sinsi mają fabrykę prochów.
Kanzaki: Sinsi?
Dex: =___='''
 ~-~ v ~-~
Nun: Ej! Samson! Jak stoimy z bombami?
Samson: Wszystko przygotowane...
Lisa: Pozwól, że sprawdzę.
Samson: ...O______O Aniele piekieł! Lisunia! Wiedziałem... Przybyłaś mnie nawiedzać, tak?
Lisa: Och, Sam. Zostawiłeś mnie na pewną śmierć.
Samson: I umarłaś, więc to dobrze, że nie pobiegłem ci pomóc, bo to by nic nie dało~
Lisa: <zdziela go w łeb>
Samson: Aa! <łapie się za głowę> Duchy nie powinny ingerować w świat rzeczywisty!
Lisa: Nie jestem pieprzonym duchem, ale zaraz ty możesz się nim stać.
Samson: <kuli się> To naprawdę ty, Liso?
Lisa: Nie, kurwa, sprzątaczka z Biedronki.
 ~-~ v ~-~
Lisa: A ty jak zawsze sprawiasz problemy.
Johnny: Taki zawód. Kojarzę cię skądś.
Lisa: No, byłam w Rollerzach. Pamiętasz akcję wysadzania Stacji? Podkładałeś wtedy ładunki. Byłam w środku. Miałam wymienianą skórę na plecach i ręce, amputowali mi nogę.
Johnny: Zdarza się.
 ~-~ v ~-~
Dex: Dobra, pulpeciki, zbierajcie się stamtąd, psy jadą. 
Irma: Pulpeciki?!
Pulpety: <zbierają się>
Dex: Próbowałem być miły. Wolisz, żebym się do was zwracał 'moje dupy wołowe'?
Irma: Akurat znam parę Świętych, które chętnie byłyby twoimi dupami.
Dex: >__> Rozłączam się.
 ~-~ v ~-~
Jeszcze przypadkowszy Sins: A co tam, Mike'iś, u twojej ex-dziewczyny, która niby nie żyje?
Mike: Co?
JpS: Tomas cię widział.
Mike: <przewraca oczami, ale serce mu wali> A bo to ja mam jedną ex? Tą, którą zabili Święci... to no, nie żyje.
 ~-~ v ~-~
Kanzaki: Siema, Yoko.
Yoko: ...<przygląda mu się> ...Kto ty?
Kanzaki: x.x''' Kazałaś mi tu przyjść, pamiętasz?
Yoko: Yy... Nie. Ale cieszę się, że jesteś taki posłuszny.
[...]
Yoko: A kiedy gadaliśmy?
Kanzaki: Wczoraj.
Yoko: Aha. Nadal cię nie kojarzęęęę~
Kanzaki: Byłem twoim sąsiadem przez pięć lat.
Yoko: To takie przykre. Nie smuć się.
 ~-~ v ~-~
Dex: A kiedy Amy się pojawi.
Nun: Nie odbiera, suka.
Dex: Wy jak zawsze w przyjacielskich relacjach...
 ~-~ v ~-~
Yoko: <zatoczyła się i siadła Johnny'emu na kolanach> Hee~j.
Johnny: ...
Yoko: Spaać...
Johnny: Jestem taki nudny?
Yoko: Taak <zasypia>
Johnny: >__>''
 ~-~ v ~-~
Amy: Dla własnego bezpieczeństwa nie bierz więcej... panie Washington.
Pierce: Nie mam zamiaru, pani dziwko.
Amy: <wyjęła pistolet i wycelowała w Pierce'a> Normalnie to strzeliłabym w ścianę koło twojej skronie, ale tak mnie wkurwiłeś, że tak mi się trzęsą ręce, że równie dobrze mogę trafić w oko.
[...]
Amy: <wyjeżdża sobie do jakiegoś bocznego pokoju>
Nun: <wzdycha> Wiele razy była na ciebie wściekła... ale teraz masz przejebane.

Zeszyt 5
a'ka Martwy Rów

Dex: Czuję się odpowiedzialny za was. W końcu to przez mnie Święci są fioletowi.
Irma: <zachichotała> Julius za bardzo hołdował GTA.
Dex: To samo mu powiedziałem.
 ~-~ v ~-~
Oliver: ...Mamy wtyki u Świętych, więc wszystko powinno pójść sprawnie. Pójdziemy tam w nocy. Dzięki monster truckom od ex-Brotherhooda wejdziemy do środka i zrobimy zadymę.
EZ Money: Czemu w nocy?
Oliver: Bo, kurwa, w nocy! Ja tu ustalam, co robimy.
EZ Money: Niby, kurwa, od kiedy?! Myślisz, że możesz rządzić, bo liżesz dupę Tanace? Byłem w Vice Kingach!
Oliver: A ja w Brotherhoodzie!
EZ Money: Czyli mam dłuższy staż! I byłem prawą ręką Bena Kinga!
Oliver: A ja byłem prawą ręką Maero!
Donnie: To ja byłem prawą ręką Maero!
Mike: ... .___.
 ~-~ v ~-~
Mark: Hej, Mike!
Mike: Czego?
Mark: Mam dla ciebie zadanie.
Mike: Aha... A kto ty?
Mark: =.= Mark Gabby, twój szef.
Mike: A, to spoko.
 ~-~ v ~-~
Matt: <uwaga! uwaga! RUMIENI SIĘ> B-b-bo k-kolega dał mi klucz do magazynu wojska... a oni mają tam takie działo laserowe... a ja się na tym znam i pomyślałem... no... że się przyda, bo nie potrzebuje amunicji... i jakbym je skalibrował... dokończył... >////>
 ~-~ v ~-~
Matt: <dzwoni do Gabe'a> Gabe... śledź Michaela na kamerach... nie, nie założyłem mu podsłuchu... Nie, nie spałem z nim! >.<* Pogadamy jak wrócę <rozłącza się>
Mark: ''Gabe'' to pseudo twojej dziewczyny.
Matt: Nie. Gabriel to mój chłopak.
Mark: O.<'
 ~-~ v ~-~
Samson: Bo... bo ja myślałem, że to takie słodkie, kiedy pośród krwi i dymu pojawią się gwiazdki, promyczki i tęcza...! Tak jak w Lolipop Chainsaw...!
Keith: <celuje> A to w ogóle coś potrafi...?
Samson: No... Strzela tęczą.
Keith: <strzela w samochód>
Rainbowgun: <no... strzela tęczą>
Keith: *.*
Keith: W końcu zrobiłeś coś, co ma ręce i nogi!
Samson: ^______^ Pani Keith...!
Keith: Aż mi się liceum przypomina...
Samson: Pani Keith chodziła do liceum...? o.O
Keith: A ty nie? O.o
Samson: Ja do poprawczaka~
 ~-~ v ~-~
Grzesznik: <stoi za dziewczynami z mieczem wielkim topor gilotyną ^.^>
 ~-~ v ~-~
Pierce: ...zamieniłbym to ''kiedy masz mnie dość - wychodzę''. Nie pasuje do rytmu.
Eric: Może ''kiedy masz mnie dość, zamieniam się w króliczka wielkanocnego''?
Pierce: .___. Myślę, że nie o to chodzi.
 ~-~ v ~-~
Święci: <zbierają się wokół Dexa i patrzą na niego z oczekiwaniem>
Dex: <siedzi wpatrując się w przestrzeń>
Amy: Wiesz, szefie... Jeśli masz zamiar tu siedzieć i pogrążać w rozpaczy to w porządku. Masz do tego pełne prawo. Tylko pozwól nam się zemścić... bo na zbyt wiele sobie pozwolili <łzy jej nachodzą do oczu>
Dex: ...Zajebiemy skurwysynów. Wybrali sobie niewłaściwego wroga. Wybijemy ich co do jednego <wstaje> Ale jeśli jeszcze jeden z was, skurwysyny, zginie przede mną - zajebie go własnoręcznie. Jasne?!
<przemowa Dexa podniosła morale drużyny gangu>
 ~-~ v ~-~
Amy: Wracasz do Steelport?
Mike: Tak. Muszę pochować Elyn.
Amy: Rozumiem. Zostaniesz tam?
Mike: Nie. Może. Chyba. Nie ma mowy. Tak. Zobaczę.
 ~-~ v ~-~
Shaundi: Mister Washington... Chuj wie.
Amy: Nigdy go nie ma, gdy jest skurwysyn potrzebny.
Shaundi: Pewnie się gdzieś kręci... Jak woda w kiblu.
Amy: Chuja mu obciąć... i ugotować jajca na twardo.
Shaundi: o.O'' To jakieś zaklęcie?
Amy: Raczej pobożne życzenie.
 ~-~ v ~-~
Nun: Myślałam... Myślałam nad wstąpieniem do klasztoru...
Dex: O.o' Ty zakonnicą? Nun, co ci odwaliło?
 ~-~ v ~-~
Amy: Jest Nun?
Dex: Właśnie poszła...
Amy: Ja pierdolę! Najpierw Pierce, potem schody, potem znów Pierce a teraz Nun =.= Jakie szczęście.
 ~-~ v ~-~
Mike: ...Wiesz co? Wyglądasz jak gwiazda porno.
Wolf: ...A ty jak pedał.
Mike: <wzruszył ramionami> Taka uroda.
Wolf: Tylko że ja byłem gwiazdą porno.
Mike: ...<ZU~O>
 ~-~ v ~-~

Amy: Irma, Shaundi - sprawdzacie, czy działają zamki  w drzwiach. Eric, Pierce - skołujcie jakieś meble i chuj mnie obchodzi skąd je weźmiecie. Dex, przestań się opierdalać i sprawdź czy kibel działa. Mark, Johnny - sprawdzacie światła. Gold - jedziesz do Castoramy. Yoko... hmm... skombinuj zapasy piwska i żarcia. Możesz zatrudnić Samsona jako kierowcę.
Mark, Gold: -.- Księżna wróciła.
Amy: >.< Wpiedolić?!
 ~-~ v ~-~
Amy: A woda w kranie jest? Nic nie przecieka? Jest lodówka? Ogrzewanie? Co ze szczurami? Jest piwnica na zbrojownię? Strych? Można go zaadaptować? Dużo jest miejsca na chórze? Jest tam prąd?
Dex: Yy... tak.
 ~-~ v ~-~
Johnny: <siada przy Dexie i zabiera mu butelkę piwa>
Dex: =.= Weź se swoje.
Johnny: Twoje było bliżej.
 ~-~ v ~-~
Alek: ...wiesz... ja... no...
Antoine: Tak?

Alek: .////////. N-n-no... ten... ja cię... >///////> tego... no...
Antoine: Nie krępuj się.
Alek: ...kocham cię.
Antoine: <zatrzymał się> Ty tak na serio czy se robisz jaja?
Alek: <spuszcza główkę> A czy to ważne? I tak nic z tego nie będzie.
Antoine: <przytula go> Pute, mon petite garcon.
Alek: ...ty się lepiej przytulaj do ton petit ami.
Antoine: <po francusku> Wybacz mi. Za to, że cię skrzywdziłem i że będziesz przeze mnie cierpiał.
Alek: <tuli go> Nie rozumiem ani słowa z tego, co pieprzysz...
Antoine: Może to i lepiej.

 ~-~ v ~-~
Amy: <moczy dwie ścierki i rzuca je Johnny'emu i Dexowi w twarz>
Johnny: Hej, hej, nie tak ostro... <oddaje Dexowi ścierkę> Proszę. Zrób moją część, mnie coś w kręgosłupie strzyka.
Dex: =__= Chciałem powiedzieć dokładnie to samo.
 ~-~ v ~-~
Alek: <wieczorkiem wraca do domku>
<w domku panuje grobowa atmosfera, Sebastian pije wódkę, Antoine wino a Mike'a nie ma>
Alek: ...<wychodzi>
 ~-~ v ~-~
Amy: Ja tu zostanę dopóki nie zginą Mark i ta laska.
Mark: Heeej! <urażony>
Amy: Miałam na myśli Gabby'ego.
Mark: Aaa... ok.
 ~-~ v ~-~
Dex: Jeszcze coś chcesz?
Amy: Can I go home?
Dex: A masz jak wrócić?
Amy: Eeee... =.=
 ~-~ v ~-~
Alek: ...kocham twojego chłopaka.
Sebastian: ...Och...
Alek: ...
Sebastian: Cóż, trudno go nie kochać...


 ~-~ v ~-~
Amy: <znalazła laptop i coś tam głośno wstukuje>
Mike: <usnął, nagle się obudził> Nie!
Amy: <spojrzała na niego zaskoczona> Michael?
Jania: Uuu... Wpierdol?
 ~-~ v ~-~
Amy: I jak?
Kanzaki: ...chuj pierdolony w dupę kopanego wieloryba. Zapierdolić pierdolonego pierdolca to za mało. Żeby, kurwa, zgnił w jebanym piekle...
Amy: Żyje czy nie?
Kanzaki: Oczywiście, że nie. On mnie, kurwa, zdradził!
 ~-~ v ~-~
Amy: <podjeżdża do recepcji> Dzień dobry.
Recepcjonistka: Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
Amy: Chciałabym skorzystać z usług fryzjerskich.
Recepcjonistka: <paczy> Najbliższy wolny termin jest... za pół roku.
Amy: <wyjmuje pistolet> A teraz?
Recepcjonistka: ...zobaczę, czy Jalander jest wolna...
 ~-~ v ~-~
Antoine: To moi ludzie zostali zamordowani i to przeze mnie powstali! Nie mów tak, jakby miałoby to mnie nie obchodzić.
Alek: Oczywiście, że to powinno cię obchodzić! Ale to nie jest twoja wina!
Antoine: Pośrednio moja i tylko moja...
Alek: Och, zamknij się! <całuje go>
Amy: O___O
Gabe: O.o
Antoine: <zamarł>
Mike: <przewrócił oczami>
Gabe: ...Co? A, nic, nic, mój brat obściskuje się z pewnym panem... <wraca do rozmowy z Mattem>
Amy: Dwaj bracia, dwa pedały .__.
 ~-~ v ~-~
Pierce: ...a co powiesz na podrasowanie Saints Flow?
Amy: ...nie. Do tego świństwa się nie dotykam.
Pierce: x.x To nasz jedyny legalny produkt... Chociaż zabroniony w jednym stanie.
 ~-~ v ~-~
Pierce: ...Ciężka jesteś.
Amy: ...to jest jedna z tych rzeczy, których się kobietom nie mówi.
Pierce: <...na kobietę nie wyglądasz...>
 ~-~ v ~-~
Zimos: ...mam pomysł.
Amy: O.o' Serio?
Zimos: Zamknijmy się w schronie i wypuśćmy broń biologiczną.
Amy: ...X.x
Nun: X.X A kogo będziemy ruchać?
Zimos: Weźmiemy moje owieczki.
Amy: <klasnęła w dłonie> Rebbecca!
Zimos: ...Rebbecę też.
Amy: ^.^ Co myślisz, Dex?
Dex: ...X.X A pomyśleliście o tym, co będziemy jeść?
Amy: .___.
Nun: ...hmmm... może... ._____.
 ~-~ v ~-~
Nun: <bierze Shaundi na ręce i zanosi do nawy głównej>
Shaundi: <wyrywa się> Nie! Nie! Zostaw mnie, Szatanie! Ja nie chcę się smażyć~
Nun: Milcz, śmiertleniku!
Shaundi: Q__Q
 ~-~ v ~-~
Nun: Szef był w SPA? :D
Dex: ...przypominam, że nie mamy szefa...
Nun: Kilka dni temu powiedziałeś, że jesteś szefem!
Dex: I co z tego?
Johnny: Sam dobrze wiesz, że nim jesteś, Dex.
Dex: =__= ...mów mi 'szefie'.
Johnny: Pierdol się.
 ~-~ v ~-~
Mike: <wbija do bazy Sinsów, ci się kłócą>
EZ Money: ...trzeba, kurwa, coś zrobić, bo, kurwa, tak nie może być, kurwa.
Donnie: To żeś, kurwa, Amerikę odkrył. Lepiej powiedz, kurwa, jak!
EZ Money: Sam, kurwa, powiedz! Albo ktoś inny!
Crazy: Tanaka...
EZ Money: Pierdolę, kurwa, Tanakę! Chuj pierdolony zmył się, kurwa, z miasta.
Jace: Nie pierdol...
EZ Money: Nie pierdolę!
Mary: ...Trzeba wybrać nowego szefa.
Crazy: Jasne, ale kogo?
Mike: <nikt nie zwrócił na niego uwagi, stoi i przysłuchuje się>
Donnie & EZ Money: Mnie.
Donnie: Pojebało cię?! Chcesz być szefem? I co niby, kurwa, zrobisz? Skulisz się i nieśmiało się spytasz ''co robimy''?
EZ Money: No chyba ty!
Donnie: No chyba, kurwa, nie!
EZ Money: <podniósł rękę do wymierzenia ciosu>
Ann: <złapała rękę> Przestańcie. Nie mamy czasu na wybieranie szefa i kłócenie się, kto ma nim być. Musimy działać.
EZ Money: Jak jesteś taka mądra, to powiedz, kurwa, co mamy działać.
Ann: No...
Mike: Ja wam powiem.
<wszyscy spojrzeli na niego>
Donnie: Mike! Ty chuju pierdolony...! ...Niby co?
Mike: ...Macie umrzeć <wyjmuje Ebony & Ivory i zaczyna strzelać>
 ~-~ v ~-~
Dex: ...tyle osób zginęło w Stilwater... teraz w Steelport... I jeszcze, kurwa, rząd chce się za nas zabrać.
Johnny: ...Pierdolmy to. Zróbmy własne państwo.

Zeszyt 6 
a'ka Pierdolmy to. Zróbmy własne państwo


 ~-~ v ~-~
Nun: Wciąż w to nie wierzę. Sory, Johnny, ale za stary na to jesteś.
Johnny: Ja? Stary? Powiedziałbym ci coś, ale zaczyna mnie w kręgosłupie strzykać... Dexik, masz moje leki?
Dex: x__X
 ~-~ v ~-~
Irma: Stary, pomarszczony, bezdzietny kawaler...
Amy: Bez perspektyw na przyszłość...
Nun: Moze sobie tylko pooglądać młode, jędrne tyłki...
Irma, Amy, Nun: <chichot>
Dex: X____X Wyczuwam zmowę.
 ~-~ v ~-~
Eric: <zaświeciły mu się oczy> Mogę napisać konstytucję? Mogę, mogę? Prooosze....
Amy: Co powiesz na ,,konstytucja jest określona w ustawie''?
 ~-~ v ~-~
Amy: Kto się czuje nieprzekonany?
Mike: Ja. O co chodzi?
Nun: Oni chcą stworzyć własne państwo...
Mike: ...fajnie. Powodzenia.
Nun: X.x
Eric: Czyli jesteś za?
Mike: <przewraca oczami> Nie jestem przeciw.
 ~-~ v ~-~
Alek: <odbiera? Taa? =.=
Mike: ...co z Antoine?
Antoine: <nieprzytomny>
Alek: ...leży.
 ~-~ v ~-~
Amy: To co tu, kurwa, robisz? Wsiadaj do wozu i jedziemy.
Mike: ...<spojrzał na Dexa>
Dex: <wzrusza ramionami> To co tu, kurwa, robisz?
 ~-~ v ~-~
str. 638
 ~-~ v ~-~
Amy: Będę musiała ci trochę obciąć pensję, żeby kupić wyspę, ale będę delikatna.
Pierce: ...wyspę?!
Amy: ...problem?
Pierce: ...którą?
 ~-~ v ~-~
Mirar: <lekko uchyla drzwi> Przepraszam... jest Amy?
Dex: ...Kto ty?
Eric: A, chłoptaś Amy. Niedawno wyszła z Mikisiem.
Mirar: =.= Pieprzone w dupę jeża szczęście. Gdzie poszli?
Eric: ...do Steelport <chichocze>
Mirar: <facepalm>
 ~-~ v ~-~
Dex: <czyta coś w laptopie> ...ja pierdolę. Nie sądziłem, że znajdę poradnik o zakładaniu państwa x.x
Irma: X.x Serio?
Dex: Ta. Nawet nie chcę sprawdzać, czy są tutoriale na youtubie x__x
 ~-~ v ~-~
Nun: ...kredyt? We frankach?
Dex: Da ci ktoś kredyt na... miliard?
Nun: Amy mi nie wystawi zaświadczenia o zarobkach .___.
Eric: ...z formalnego punktu widzenia, to jesteśmy bezrobotni... .__.
 ~-~ v ~-~
Dex: Yoko, a ty za co? W ogóle zostałaś złapana?
Yoko: <wzrusza ramionami> Psy się na mnie uwzięły. Wlepili mi mandat za nudyzm w miejscu pblicznym <osoba, która nie zdejmuje kaptura nawet podczas snu>
Dex: ...<faceplam>
Irma: X.x Lol?
 ~-~ v ~-~
Mike: Hej, Antoine.
Antoine: ...
Mike: <podchodzi do łóżka brata> Jak się czujesz?
Antoine: ...kim pan jest?
 ~-~ v ~-~
str. 658
 ~-~ v ~-~
Keith: Ten... no... a Irma? Ona ma licencjat z architektury.
Pierce: O.o'' Seriouslly?
Keith: Tak mi się wydaje. Z architektury czy czegoś podobnego...
Pierce: A nie archeologii?
Irma: <wchodzi> Co tam?
Pierce: Irma, jesteś architektem czy archeologiem?
Irma: -.- Mam magistra z urbanistyki.
 ~-~ v ~-~
Mirar: Tylko wal mocno.
Sebastian: Miałem taki zamiar <uderza go z pięści w głowę i ucieka>
Mirar: <przewrócił się i walnął głową w ścianę> X.x <Ale, kurwa, nie aż tak...>
 ~-~ v ~-~
Mirar: <patrzy na Mike'a, marszczy brwi> ...ha! Znam cię! To ty odstrzeliłeś mi nogę! Btw, zmiana fryzury nie wyszła ci na dobre.
 ~-~ v ~-~
str. 676
 ~-~ v ~-~
str. 680
 ~-~ v ~-~

 ~-~ v ~-~

 ~-~ v ~-~

Zeszyt 7 
a'ka Pierdolony Dexter


Dex: Wiesz co, Nun...?
Nun: Ta?
Dex: Jesteś naprawdę dobrym kumplem.
Nun: <uśmiecha się szerzej, choć coś ją tam kujło>
 ~-~ v ~-~
Dex: Kto zajmuje się produkcją Saints Flow?
Nun: Nie mam pojęcia. Czemu pytasz?
Dex: Bo jest chujowe.
Nun: Więc to chyba działka pralinki.
Dex: x.= Kogo?
Nun: <chichocze> To czułe słówko, którym Amy określa Pierce'a.
Dex: Pierce jest tylko twarzą reklamy... Ale jeśli zajmuje się produkcją, to ma wpierdol.
 ~-~ v ~-~
Dex: Ja nawet w Steelport nie byłem.
Nun: To może mnie jutro tam zabierzesz?
Dex: ...spoko.
Nun: Dzięki, szoferze.
Dex: Uznam, że się przesłyszałem i powiedziałaś ''szefie''.
 ~-~ v ~-~
Amy: Co to, kurwa, ma być?!
Mike: ...Zrozumiałbym, gdybyś strzeliła do mnie... Ale zabiłaś niewinną kobietę. Jak ci nie wstyd?
Amy: Miałam nadzieję, że w ciebie trafię, ale nie umiem celować przez drzwi! Co ty sobie myślisz?! Chcesz zrobić nam z dumo salę tortur? Popierdoliło cię?!
Mike: Nie z domu, ale z pokoju Pierce'a. On nie miał nic przecie.
Amy: Ja się NIE ZGADZAM. Przez te potępieńcze jęki nie mogę się skupić na ćwiczeniach! Nudzi ci się?!
Mike: I przez to, że nie możesz się skupić, zabiłaś niewinną kobietę...?
Amy: Kurwa! Mówiłam ci, że chciałam w ciebie trafić!
Mike: No to dawaj. Strzelaj.
Amy: <celuje w niego>
Mike: <patrzy na nią wyzywająco>
Amy: <naciska spust, ale nic się nie stało> Oj... naboje się skończyły =.=
Mike: ...<bierze ciało i je wynosi>
Amy: <jedzie za nim> Co myślisz o sojuszu LI i Deckersów?
Mike: ...Oni zawarli sojusz?
Amy: LI zgodziło się na wstąpienie do Syndykatu.
Mike: ...Mam wrażenie, że o wszystkim dowiaduję się ostatni.
Amy: ...Idziemy na piwo?
 ~-~ v ~-~
Sebastian: Myślisz, że skoro Antoine jest wolny, ty teraz masz u niego szanse... Wiesz, doceniam, że wtedy poświęciłeś swoje szczęście na rzecz Antoine. Jestem pewny, że gdy o nim zapomnisz, znajdziesz w końcu to szczęście.
Chris: A ja nie byłbym taki pewny na twoim miejscu. To, że chcesz, żeby Antoine do ciebie wrócił, nie znaczy, że wróci... Antoine tak naprawdę może mieć każdego. Pogodziłem się z tym, że wybrał ciebie, ale tym razem nie mam zamiaru po prostu go oddać. Pamiętaj, że byłem kiedyś z nim.
Seba: Przypominam ci, że już raz z tobą zerwał.
Chris: Przypominam ci, że z tobą też zerwał.
Cass: Macie, kurwa, problemy =__=
 ~-~ v ~-~
Cass: ... -.- Okłamałeś mnie.
Sebastian: ...no...
Cass: I robiłeś sobie ze mnie jaja.
Sebastian: Tak...
Cass: Zasłużyłeś na karę.
Sebastian: Ta...
Cass: <poczochrała mu włosy> A masz!
 ~-~ v ~-~
Chris: Cześć wam.
Amy: -.- Heej...
Mike: <patrzy na niego spode łba> My się znamy?
Chris: o_X Tobie też zanikła pamięć? To ja, Chris... Kumplowaliśmy się w technikum.
Mike: ...Amy, poznaj Chrisa, kimkolwiek on jest.
 ~-~ v ~-~
Kris: <wyjmuje miecz> Myślę, że panu już podziękujemy.
Mike: <wbija miedzy nich, celuje Ebony w Krisa a Ivory w Chrisa; do Krisa> Schowaj ten miecz, bo nie ujdzie ci na sucho celowanie w moje kumpla.
Chris: x.= <patrzy na pistolet przy jego czole>
 ~-~ v ~-~
Mike: ...Ona tu jest?
†Evelyn: <stoi tuż przed nim>
☆: Stoi przed tobą...
Mike: ...Miło cię znów widzieć.
†Evelyn: Dzięki. Fajna fryzura.
☆: <przekazuje> Ale ja nie podzielam jej zdania>
Mike: ...<zaczął mu się trząść podbródek>
†Evelyn: x_X Weź coś zrób, bo on się zaraz poryczy.
☆: Przepraszam! Przepraszam! Twoja fryzura jest naprawdę dobra!
 ~-~ v ~-~
Pierce: Gdzie Mike?
Amy: Mike...? We Francji...
Pierce: o.O Co?
Evelyn: Mike to dupek... Mike to dupek...
Amy: Mike to dupek...
 ~-~ v ~-~
Amy: nawet Mike mu uwierzył...
Pierce: Ja nie jestem Mike.
Amy: Q.Q Jesteś okropny...! <zaczęła płakać>
Pierce: o.o No dobra, dobra, masz rację!
 ~-~ v ~-~
Matt: Ładny jesteś. Nie chciałbyś się przyłączyć?
☆: Nawet nie wiem jak włączyć drukarkę.
Matt: Zapomnij, że pytałem.
 ~-~ v ~-~
Amy: Ten emo to Matt Miller =.= A ten z mieczem to Kris, inny Deckers.
Pierce: Pierdolisz. Matt Miller ma inne zdjęcie profilowe na facebooku.
Amy: Mój brat jest miszczem fotoszopa.
Pierce: Jakiego szopa...?
 ~-~ v ~-~
Kris: Ej, szefie. Co z tym zleceniem od Jutrzenki?
Matt: Alek się tym zajmie.
Alek: Hej! Ja nie jestem Deckersem!
Matt: Serio? .__. Nie zauważyłem.
 ~-~ v ~-~
Pierce: Fajnie. To co, Miller jest medium czy hard?
Amy: Ani on, ani on. Ten koleś w platformach na rzepy .__.
Pierce: Platformy? Na rzepy? Żadna parada nie wytrzyma na rzepach.
Amy: Jemu to powiedz.
☆: <paczy się na Amy>
Amy: <schowała się pod stół> On się tu spojrzał!
☆: O.o'
Pierce: Hej, ty! Ty w paradzie na rzepach! Nie spajrzaj tu, bo ona się tego boi!
☆: O__o'
 ~-~ v ~-~
☆: <podchodzi do nich z poważnym wzrokiem>
Pierce: Czego, purchawko?
☆: Chyba twoja koleżanka ma jakiś problem...
Pierce: Amy? Niee, ona lubi co jakiś czas schować się pod stół i udawać meduzę.
 ~-~ v ~-~
Reios: Nic pożytecznego nie robię. Wcale nie trafiłem do szpitala przez to głupie miasto i w ogóle nie nadzoruję budowy w przerwach między nadzorowaniem budowy i nadzorowaniem budowy.
 ~-~ v ~-~
Irma: Zrzuciłabym cię, ale szkoda mi Nun.
Dex: Myślałem, że chodzi o coś ważnego, skoro zostałem wyciągnięty z łóżka i oblany wodą. Jeśli chcieliście się spotkać na pogawędce przy kawie, to bym, kurwa, przyniósł ciasto!
Irma: Kurwa, co dzisiaj z tobą się stało?
Dex: Mam w chuj wielkiego kaca, bo wczoraj się schlałem i poprawiłem za dużą dawką prochów. Nieważne. Co się dzieje?
Irma: Wojsko zajęło wyspę.
Dex: ...Dlaczego?
Irma: ...nie mamy pozwolenia na budowę.
Dex: ... ... <roześmiał się>
 ~-~ v ~-~
Dex: <podziwia przerwaną budowę>
Przerwana budowa: <została przerwana>
 ~-~ v ~-~
Nun: Mam w torbie odciętego penisa i zastanawiam się czy to nie twój...
Dex: O.o''
 ~-~ v ~-~
Amy: <daje Pierce'owi telefon> Odbierz.
Nun: No... odbieraj, suko =.=
Pierce: <bierze i podaje telefon ☆> Odbierz.
☆: <odbiera> Zarząd Główny Budowy Jaskiń. Słucham.
Nun: O.o'
Pierce: ^.^
 ~-~ v ~-~
Amy: Do roboty, pralinko.
Pierce: Czo?
Amy: Do roboty. Ktoś musi iść po alkohol.
Pierce: Ach... Do lodówki nie trafisz?
 ~-~ v ~-~
Pierce: Daj.
Amy: Co?
Pierce: Kaśę. Chyba ze mam okraś skeb.
Amy: <daje mu jego własną pensję>
Pierce: ^.^ Pan Pierce rusza na podbój Lidla!
Amy: X.x
 ~-~ v ~-~
Amy: Alek, co oni tu robią?
Alek: Przyprowadziłem przyjaciół?
Amy: Nie mogłem do siebie?
Alek: =.= Mieszkam tu.
 ~-~ v ~-~
Chris: Hej...
Kris: =.=
Chris: <szepnął mu do ucha> Wiem, że się nie lubimy... ale przespałbym się z tobą.
Kris: O.O'
Chris: <roześmiał się cicho, ale nerwowo> Co mi odpowiesz?
Kris: <ciągnie go za rękaw do sypialni>
 ~-~ v ~-~
Gabe: <daje Sebie piwo>
Sebastian: <bierze, ale nie pije> Dosypałeś tu czegoś?
Gabe: Miałem wielką ochotę.
Sebastian: ...dzięki <pije>
Gabe: Co ty sobie myślisz? Że kim niby jesteś.
Sebastian: Ja? <wzrusza ramionami> Nikim nie jestem. Ot, maleńkie gówno płynące w ściekach świata...
 ~-~ v ~-~
Antoine: Strasznie tu tłoczno... przejdziemy się gdzieś?
Alek: Pewnie, chodźmy.
Antoine: Gdzie pana zabrać?
Alek: <do łóżka...> Mogę pójść za tobą w ogień.
Antoine: o.O'' Cóż... Chcesz zrobić ognisko?
 ~-~ v ~-~
Kris: <zachodzi Chrisa od tyłu i go przytula>
Chris: <zaskoczony wylał pół butelki> >.= Czego, kurwa?
Kris: <zaczyna całować go po szyi> Kocham cię, kurwa...
Chris: <jęknął> Ja też cię nienawidzę.
Kris: Irytujesz mnie, kurwa... cholernie... zajebałbym cię...
Chris: <pocałował go mocno> Myślisz, że został jeszcze jakiś wolny pokój>
Kris: Pokój? Jakiś ty wygodnicki... i rozpieszczony. Wskakuj do wody.
 ~-~ v ~-~
Amy: Mam do ciebie biznes.
Zimos: Czy to dotyczy dzikich prerii biegających po koniach?
 ~-~ v ~-~
Antoine: Jak to zniknął? <mówi zaniepokojonym wzrokiem głosem =.=>
 ~-~ v ~-~
Antoine: Chciałbym, żeby Jutrzenka nas ochraniała.
Viola: Dzięki Bogu, że nie jesteś Pearcem. Wybiorę się z wami osobiście.
Matt: O_O WTF? A ja co mam robić?
Kris: Trzeba tu trochę odkurzyć...
Matt: =.= Zaraz wyjdziesz.
 ~-~ v ~-~
Antoine: ...Słyszałem, że Deckersi zaopiekowali się rzeczami Kinzie Keningstone.
Matt: Nie krzyczała, że mam nie ruszać, gdy zabierałem jej kolejny numer Kya.
Antoine: Wziąłeś superkomputer, prawda?
Matt: Tak. Wziąłem. teraz na jednym superkomputerze zarządzam platformą, a na drugim gram w LoL'a.
Antoine: ...
Matt: Nie znalazłem nic przydatnego, Antoine, a już z pewnością nic, co mógłbym wykorzystać przeciw Świętym.
Viola: Jesteś bezużyteczny.
Matt: >.<* No, kurwa!
 ~-~ v ~-~
Matt: Ważne, że w rozpaczy nie rzucił się pod tory metra.
Kris: W Steelport nie ma metra.
Matt: Dlatego też nie mógł tego zrobić.
~-~ v ~-~
Amy: Odchodzę.
Dex: ...nikt nie odszedł ze Świętych.
Eric: <popijając wino> ...Keep calm and let's start a riot.

Zeszyt 8 
a'ka Keep calm and let's start a riot

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz