,

,

Saints Row - DLC SCHOOL DAYS

Aktualizacja: 28.10.2013



SCHOOL DAYS
THE BEGINING


Info:

             I   Irma, Carl
GIM      II  Carlos, Protagonist, Keith
            III  Pierce, Shaundi

             I   Marika, Aisha
PGIM    IIa  Lin
            IIb Dex
            III  Troy, Johnny
            IVa Eric
            IVb  Julius
Carl jest w Westside Rollerz i uprzykrza innym życie. Jeff jest w Vice Kingach, jest kumplem Juliusa i diluje.



Troy: <przechadza się po szkole, dostrzega znajomego na korytarzu, który wygląda przez okno>O, Dexik. Siemka.
Dex: <przygląda się grupce dziewczyn, nie zauważył Troya>
Troy: <patrzy na obiekt zainteresowań Dexa> Co, już się zakochałeś?
Dex: <oderwał wzrok> Czego?
Troy: A co, przeszkadzam?
Dex: Ta. Spadaj.
Troy: Hej, hej, coś ty taki niemiły? Chciałem tylko pogadać.
Dex: Więc już możesz iść.
Troy: Jeny, zachowujesz się jak zakochany debil. Przestań się ślinić jak pies na uwięzi, gdy wszystkie suki są w rui, i zagadaj do niej.
Dex: Chcesz się bić?!
Troy: Ja?
Dex: <zamachnął się na niego pięścią>
<ludzie na korytarzu cieszą się na myśl o bójce, dopingują swoich faworytów>
Troy: <oddaje mu i zaczyna się jadka>
Keith: <przyszła po jakimś czasie, przyciska do piersi książki, razem z koleżankami przygląda się bójce>
Eric: <wieść szybko rozeszła się po szkole, iże dwóch mężnych wojowników stanęło w szranki, więc chyżo pośpieszył tam>
Marika: <podeszła, spojrzała> ...kretyni... <poszła sobie>
Lin: <wbiła im się i wykręciła obydwu ręce> Co to ma znaczyć? Żadnych bójek w szkole!
Keith: <rumieni się> Nie wolno tak łamać zasad...
Dex: To jego wina!
Troy: To ty się na mnie rzuciłeś!
Dex: Nazwałeś mnie debilem!
Lin: Cisza, gnoje!
<ludzie sobie idą... konic bójki ._., trupów ni ma>
Troy: Lin, kotku, puść mnie...
Lin: Morda. Idziemy do Juliusa.
Dex: Co? Na cholerę do niego?
Troy: Do Przewodniczącego?
Lin: Cieszcie się, że nie lądujecie od razu u dyra.
Eric: Płaczcie, śmiertelnicy, i pokłońcie się przed majestatem Przewodniczącego Samorządu Uczniowskiego... <mamrocząc, idzie w swoją stronę>
Keith: Powinnam pójść z Wami?
Lin: Jasne. Będziesz za świadka. <prowadzi ich do Juliusa>
Keith: <idzie> Trzeba też spisać protokół...
Lin: To zajmiesz się tym.
Dex: <próbował się wyrwać, ale Lin trzyma go mocno>
<u Juliusa>
Keith: <siada na krzesełku, wyjmuje pióra, podkładkę do pisania i kartkę>
Troy: <patrzy na wszystkich złym wzrokiem>
Julius: <siedzi sobie w jakiejś klasie na stercie złożonej z ławek, gada z Johnnym>
Lin: <wchodzi do sali i puszcza chłopaków> Siema, July. I Johnny.
Johnny: Hejo.
Julius: Cześć. Co jest?
Lin: Solówa. Sądziłam, że chciałbyś z nimi pogadać.
Keith: < zapisuje coś na karteczce>
Troy: To on zaczął!
Dex: To twoja wina!
Lin: Cisza, łyse pały! <skrótem opowiada, co się stało>
Keith: <zapisuje to>
Johnny: Kojarzę tego Troya. Wydaje się być spoko.
Julius: Tak sądzisz?
Keith: <rozgląda się> Czy to też mam zapisywać?
Troy: <postanowił się nie odzywać>
Julius: Nie, Keith. To nasze sprawy.
Dex: Co wy, do cholery, chcecie?
Keith: <chowa przybory pisarskie, ale sobie nie idzie>
Troy: <kładzie dłoń na ramieniu Dexa> Trochę to podejrzane...
Dex: <strąca jego dłoń> Wal się.
Julius: Jestem Julius. <przedstawia po kolei Johnny'ego, Lin i Keith>
Dex: <przewraca oczami> To już wiemy.
Julius: Mamy dla was propozycję.
Troy: (Żadnych matrymonialnych...) Och? Brzmi ciekawie
Keith: <zakłada nogę na nogę i ręce na piersi, odchyla się na krześle> Czy to to, o czym myślę?
Julius: No.
Johnny: Chcesz im tak od razu powiedzieć...?
Lin: <siada na dole sterty ławek i zaczyna bawić się kluczami do samochodu>
Keith: <wzdycha> Dorośnijcie w końcu... Nie uważacie, że to trochę dziecinne?
Troy: <zainteresował się>
Julius: Phi <Dobrze zrobiłem, że nie powiedziałem jej wszystkiego>
Dex: Powiecie, o co chodzi?
<zadzwonił dzwonek na lekcje>
Troy: ...możemy liczyć na wyjaśnienia na kolejnej przerwie?
Julius: Będziemy tutaj.
Lin: <wygoniła ich do klas>
Troy: <poszedł grzecznie>
Keith: <też poszła>
Dex: <poczłapał, czując oddech Lin na swoim karku>
Julius i Johnny: <zostali i gadają>
Troy: <przeklina wszystko i wszystkich>
<minęła lekcja>
Dex: <poszedł na dach, żeby zjeść sobie drugie śniadanie>
Troy: <poszedł do Juliusa i reszty, dowiedział się o ich mrocznych planach i postanowił w to wejść>
Dex: <kompletnie o tym zapomniał i się nie pojawił>

@następny dzień@

Troy i Dex: <idą do szkoły razem>
Troy: Musisz iść ze mną do New Saints Row...
Dex: Na cholerę?
Troy: Wszedłem w interes z Vice Kings.
Dex: Co niby robisz.
Troy: (Bede szabloniarko!) Diluje.
Dex: ...Mnie w to nie mieszaj.
Troy: Nie chcesz zarobić trochę kasy? Głupiś?
Dex: Wolę nie zadzierać z psami. Kasa by się przydała, ale sam nie wiem...
Troy: Srasz w gacie?
Dex: Ojciec mnie zajebie, ale... wchodzę.
Troy: ^.^ Skręćmy w tamtą uliczkę, żeby nas gliny nie złapały na wagarach <skręca>
Dex: <za nim> Ej, ale mam dziś sprawdzian z matmy!
Troy: <idzie, ogląda się za nim> Co tam sprawdzian, będziemy bogaci! <wpadł na Keith> Au!
Keith: Nie macie może lekcji?
(Jania: To brzmi w stylu: ''Nie macie może fajki?'')
Troy: A ty?
Keith: >///> Może...
Dex: Ty też w tym siedzisz?
Keith: <prycha> Mnie nie bawią takie dziecinady.
Dex: Wolisz wódę i seks bez ograniczeń?
Keith: Dexter!
Troy: <chichot> Ona wciąż jest dziewicą, bo Julius jej nie chce.
Keith: Troy!
Dex: Nie ma się czego wstydzić... xD
Keith: Jesteście okropni!
Troy: Czyli lecisz na nas?
Keith: Skąd ten pomysł?!
Troy: Nie okłamuj się. Chcesz, żebym cię odwiedził w nocy i robił to do rana...
Dex: ...idziemy?
Troy: Sure, bro <mija Keith>
Keith: =.= ...ok, ok, idę z wami, dzieci.
Dex: <idzie> Jaki to towar?
Troy: Jakieś prochy.
Keith: Jesteś tak dobrze poinformowany... łał... <idzie za nimi> A jeśli chodzi o Juliusa, to ja nic...
Troy: Stul pysk.
Keith: =.=
Dex: Od kiedy w ogóle Króle dilują?
Troy: A kogo to obchodzi? Będziemy bogaci!
Dex: Jeśli wszystkiego nie wypalisz, to tak.
Troy: Fuck U, Dex.
Dex: -.- ...A nie musimy najpierw zapłacić za ten towar?
Troy: Mamy układy z dilerem. Bierzemy na kredyt.
Keith: To zły pomysł. A jak tego nie sprzedasz?
Troy: ...utną mi jaja... czy coś.
Dex: Jak dla mnie bomba.
Keith: ...to zły pomysł...
Troy: <doszli na miejsce, Troy dostał towar, wracają> ^.^ Miły facet.
Keith: <do Dexa> On serio jest taki naiwny?
Dex: Jest wypieszczony przez rodziców, jedynak.
Troy: =.= Dzięki.
Dex: Nie ma sprawy, homie. Pokaż to. <bierze prochy>
Troy: <dumny>
Keith: ...ech...
Dex: <próbuje> ...
Troy: Dobre?
Dex: ...to nie są dragi.
Troy: Co?!
Dex: No spróbuj <podaje mu> Ochujali cię.
Troy: <próbuje> To... =.= Fuck!
Keith: <chichocze>
Dex: >__> To się wzbogaciliśmy...
Troy: ...=.= Julius...
Dex: Mnie tu nie było~
Keith: <rechocze>
Troy: Julius powiedział, że... zajebię chuja!
Dex: On cię prędzej zajebie.
Troy: ...wracamy do szkoły...
Dex: <patrzy na telefon> Świetnie zdążę na matmę... Kurwa, nie mam ściągi <ZU~O>
Troy: To jednak nie idziemy. Jakieś propozycje, pani sekretarz?
Dex: A nie chcesz się wyżalić przewodniczącemu?
Troy: Nie chcę, żebyś oblał matmę.
Dex: Pierdolę matmę. Jakoś to załatwię.
Troy: To co robimy?
Dex: Do Juliusa.
Troy: <idą>
Julius: <siedzi w sali i pali skręta>
Troy: Ochujali mnie...
Julius: <spojrzał na niego> Czego...?
Troy: Te dragi, które mi sprzedał to nie dragi!
Julius: Wzruszajace. A uu kogo byles?
Troy: No u Vice Kings! >.<*
Julius: Dokadnie u kogo?
Troy: No u <tłumaczy>
Dex: <przysłuchuje się>
Julius: ...to był w ogóle Król?
Troy: ...T^T
Keith: <śmieje się>
Julius: <wyciąga rękę władczym gestem, żeby wziąć 'prochy'>
Troy: <pokazuje mu> Chuj pierdolony...
Julius: <przełamuje to coś na pół> To gips...
Keith: <rechocze ze śmiechu>
Julius: <udzielił mu się śmiech Keith>
Troy: >.< To nie śmieszne.
Dex: <poklepał go z drwiącym uśmiechem po plecach>
Troy: To było... T^T Chcę do mamy.
Dex: Świetnie. Mogę przejąć jego robotę?
Julius: Jasne.
Troy: Hej!
Dex: No co? Najwyraźniej sobie nie radzisz.
Troy: =.= Przecież nawet nie chciałeś! Musiałem cię przekonywać!
Dex: A teraz chcę.
Troy: Keith! Powiedz mu coś!
Keith: Sprzedasz mi działkę, Dex?
Dex: ^.^ Nie ma sprawy. Tylko załatwię towar!
Troy: ...>.<'''
Julius: <zaciągnął się> Nie obchodzi mnie, kto to będzie robił. Po prostu sprzedajecie i dajecie mi procent.
Troy: =.= Za co niby?
Julius: Za danie wam kontaktu.
Dex: Spoko. Mam jedną prośbę.
Julius: ?
Dex: Mógłbyś mnie zwolnić z dzisiejszego dnia? Pod jakimkolwiek pretekstem.
Julius: Pewnie.
Troy: Ten jebany kontakt zrobił mnie w konia.
Julius: To pewnie... <dzwoni mu telefon> Co tam, Jeff? ...No własnie. Zaraz wyślę go do ciebie. Strzała <rozłącza się> Mój kontakt właśnie się o was upomniał.
Dex: Gdzie jest?
Julius: <podaje adres>
Dex: To idę. Cześć, nieudaczniku <wychodzi>
Troy: Spadaj na bambus banany prostować...
Julius: Chcesz zrobić coś bardziej ekscytującego od handlowania dragami?
Troy: ...już ci nie ufam >.>
Julius: <wzrusza ramionami> Twoja strata.
Keith: ...ja chcę...
Julius: Chodzi mi o TO. Mówiłaś, że to dziecinada.
Keith: ...a o co dokładnie chodzi?
Julius: Chcemy wbić się w ekipę Vice Kings a potem stworzyć własny gang.
Keith: Popierdoliło cię...
Julius: Zgadzam się. Ale mam ze sobą innych popierdoleńców. I sądzę, że możemy stworzyć coś całkiem popierdolonego.
Keith: To niebezpieczne!
Julius: Nie. To życie jest niebezpieczne. My tylko zwiększamy ryzyko.
Keith: Jesteś szalony.
Julius: Nie musisz w to wchodzić. Możesz wciąż żyć tym swoim nudnym życiem, popadając w okropną rutynę. Skończyć szkołę, pójdziesz na studia, zdobędziesz pracę, wyjdziesz za mąż, spłodzisz dzieci, umrzesz. Historia taka, jak wszystkich ludzi. Naprawdę chcesz tego? Chcesz mieć życie jak wszyscy? Nie masz żadnych ambicji?
Keith: <spoliczkowała go>
Julius: <złapał się za twarz> Prawda boli, co nie?
Keith: Nie masz prawa mnie oceniać!
Julius: <wzrusza ramionami> Jestem tylko człowiekiem. Ty też. Tak będzie, założysz się?
Keith: A może tego właśnie chcę?
Julius: <unosi ręce w geście obronnym> Twój wybór. A co z tobą, młody?
Troy: Dla mnie bomba.
Keith: <wychodzi trzaskając drzwiami>
Julius: <zaciąga się> Wróci. Nawet jeśli nie będzie chciała... To co zrobić z tobą...?
Troy: Vice Kings.
Julius: Ach, tak. Obczai kto u nich rządzi i kto tam ma jakąś siłę sprawczą. To twoje pierwsze zadanie.
Troy: Czyli mam zacząć ubierać się na żółto, tak?
Julius: Masz zdobyć info, nie obchodzi mnie jak... A jak założysz kolory gangu nie będąc członkiem... Nie pożyjesz długo.
Troy: Och... whatever. Widać, nie umiesz czytać między wierszami.
Julius: <przedrzeźnia go>Whatever. Też chcesz zwolnienie z lekcji?
Troy: Pewnie :D
Julius: Podaj jakikolwiek temat do apelu.
Troy: Wszystkich świętych?
Julius: Spoko. Przygotowujemy przedstawienie. To informacja dla belfrów.
Troy: ...ok.
Julius: Masz co robić? To spieprzaj.
Troy: Jakiś ty miły >.>' <idzie>

@parę dni później@

Dex: <zaczął handlować> ^__^
Troy: =.= <nosi się na żółto> Po ile działka?
Dex: <przygląda się> To ty, Troy? Nie do twarzy ci w tym żółtym. Może spróbuj fioletowy? To taki męski kolor.
Troy: Spróbuj różowego.
Dex: Ile chcesz?
Troy: Zależy ile kosztuje.
Dex: Jak dla ciebie... 15 dolców za uncję i 5 za brzydką twarz. Razem 20$.
Troy: =.= A jak ci powiem, że sypiam z twoją młodszą siostrą?
Dex: To 30.
Troy: ...wal się.
Dex: Dobra, niech stracę. 25.
Troy: Mam tylko 5.
Dex: To smutne. Zarób, ukradnij, pożycz, cokolwiek. Nie daję na krechę.
Troy: Od ciebie już nie chcę. Pozdrów Baśkę <idzie>
Dex: <znajduje innych klientów>
Troy: <spotyka Keith> Obciągnęłaś już Juliusowi na zgodę?
Keith: <trzask w ryj>
Troy: Czyli nie?
Julius, Johnny, Lin: <spotykają się w sali>
Keith i Troy: <wchodzą>
Lin: ...słyszałam o jakiś Włochach, którzy przybyli do miasta.
Troy: Włosi?
Lin: Ta.
Julius: Myślisz, że coś będą kombinować?
Lin: <wzrusza ramionami> Więcej dziwek się pojawiło. Może to ich sprawka.
troy: Ok... whatever.
Julius: Jak idzie z Kingami, młody?
Troy: <opowiada>
Johnny: ...Skocz po piwo.
Troy: Wal się.
Johnny: <daje mu kasę + parę drobnych bonusu> Jeszcze tu jesteś?
Troy: >_> <idzie>
Pierce: <gra w kosza przed szkoła, kolega wytrącił mu piłkę, która uderzyła w Troya>
Troy: >.<* Który to?
Pierce: <przebiega obok> Sory, stary <bierze piłkę>
Troy: <idzie>
Pierce: <gra, trafił w nauczyciela> ...o_o''' <spieprza>
Keith: <siedzi w klasie, ale ignoruje towarzystwo>
Protagonista: <obserwuje ją>
Keith: <pisze coś w notatniku>
Protagonista: <WZRO~K>
Nauczyciel: Protagonisto, co ty robisz?
Protagonista: Yy... ja? Oglądam pośladki koleżanki przede mną.
Keith: O/////O
Nauczyciel: To niedopuszczalne!
Protagonista: To niech pani powie koleżance, żeby nie przynosiła pośladków do szkoły...
Keith: Nie są za grube?
Protagonista: Na moje oko w sam raz... Chociaż niezbyt dobrze widzę.
Klasa: <he, he>
Keith: .////.
Nauczyciel: Dostajesz uwagę!
Protagonista: Wydaje mi się, że dostałem już wystarczająco uwagi...
Kolega: Lol... jaki suchar... lol...
Keith: ...<smuteczek>
Protagonista: <znajduje sobie inny punkt zainteresowań>
Troy: <wrócił z piwem>
Johnny: <paczy> Bezalkoholowe...? Ochujałeś?
Troy: Było iść samemu >D
Johnny: Oddawaj kasę.
Troy: Wal się <oddaje mu tylko resztę>
Johnny: <uderza go z bani>
Troy: <oddaje mu i się naparzają>
Lin: x.=
Keith: ...
<na przerwie>
Troy: <siedzi u pielęgniarki>
Johnny: <siedzi z nim>
Lin: <siedzi z nimi, żeby ich pilnować>
Keith: <włazi do klasy samorządu>
Julius: <siedzi tam samotnie>
Dex: <próbuje poderwać Marikę>
Marika: <prycha> Odwal się, Dexter, chyba że chcesz wpierdol od mojego chłopaka.
Dex: x_. Masz chłopaka...?
Marika: Tak i tobie nic do tego.
Dex: <Zdziwiłabyś się...> <idzie do sali samorządu>
Keith: <siada przy ławce i coś tam pisze>
Troy: =.=
Dex: Widzę, że nastroje wesołe... <rozlicza się z Juliusem>
Keith: ...<zamknęła zeszyt i wychodzi bez słowa>
Dex: Gdzie reszta?
Julius: Pokłócili się.
Keith: <dzwoni> Mamo, możesz mnie zabrać ze szkoły? ...Źle się czuję. Nie mam żadnych sprawdzianów... Pamiętam, pójdę na nie... Mamo, proszę... Hej...
Julius: Wiem chyba, który gość tak obrobił Troya.
Keith: <wraca do klasy> Julius, zwolnij mnie.
Julius: Co jest?
Keith: Zawsze musisz wszystko wiedzieć? Źle się czuję.
Julius: To niech cię rodzice zwolnią.
Keith: Dzwoniłam do mamy i powiedziała, że mnie nie zwolni.
Julius: ...Zła matka, ale uszanuję jej decyzję.
Keith: Czy ty zawsze musisz być takim chujem?
Julius: Ja cię nie wychowuję i nie mam zamiaru.
Keith: Wiesz co? Pierdol się! <wychodzi trzaskając drzwiami>
Julius: <przewraca oczami> Wiń swoją matkę.
Keith: <wałęsa się po korytarzu, łeb ją napierdala>
Carl: <biegnie korytarzem>
Keith: ...<Kurwa, czy on musi tak biegać?>
Carl: <przebiegając lekko się o nią otarł ramieniem>
Keith: <przewróciła się i straciła przytomność>
Carl: ... .__. ... ^^''''
Keith: <rushhowy, plushowy zeszycik wypadł jej z torby>
Carl: Yy... Żyjesz? <potrząsa jej ramieniem>
Keith: ...
Carl: ... <spierdala> <zatrzymała go pani psycholog i się pyta, czemu nie jest na lekcji> No bo... Ja szłem do kibla... a tam leży jakaś baba...! Nieprzytomna...!
Psycholog: W ubikacji?
Carl: Nie, tam, na korytarzy.
Psycholog: <idzie>
Keith: ...
Psycholog: Biegnij po pielęgniarkę!
Carl: >.> <biegnie>
Troy: <do pielęgniarki> Może pani wywalić Gata? Irytuje mnie.
Gat: Może spróbujesz sam mnie wywalić?
Carl: <wbija>
Troy: Nie śmiałbym cię obijać przy damie.
Carl: Ee... dobhry... Ja mam do phani sprawhę...
Pielęgniarka: Tak...?
Carl: Tam jebła dziewczyna i potrzebuje pomocy.
Pielęgniarka: o.o'' <idzie>

@życie się toczy, parę dni później Troy został napadnięty przez grupę Rollerzów - w tym Carla@

Troy: Q.Q
Carl: <kopnął leżącego> Następnym razem miej kasę.
Troy:Za beton nic wam nie dam!
Keith: <wraca ze szkoły>
\Carl: <splunął na niego> Wziąłeś beton, to płać za beton.
Troy: Spierdalaj@
Keith: <spotkała Irmę> ...<idą razem hen, hen aż spotykają Troya>
Irma: O.o
Troy: ...
Keith: Ej, zostaw go!
Carl: <prycha> Muszą cię ratować baby?
Keith: <podchodzi do gromady i podnosi Troya z ziemi> Co ty sobie myślisz?
Carl: Nie muszę się tobie tłumaczyć <skina na grupę> Idziemy. A ty <do Troya> masz dwa dni na dostarczenie kapusty.
Keith: <wkurwiła się i dała Carlowi z sierpowego w ryj>
Carl: <poleciał w tył>
Grupa: <atakuje Keith>
Troy: <podciął komuś nogę>
Irma: <walnęła kogoś w jaja>
Keith: <złapała kogoś za grabie, szarpnęła w swoją stronę i drugą ręką jebła mu w ryj>
<po po chwili grupa została pokonana>
Carl: Q__Q <spitolił>
Keith: <splunęła krwią> Idioci... <spojrzała na swoją porwaną, różową spódnicę> T^T
Policja: <przyjeżdża>
Irma: O.O <spierdala>
Policja: <zatrzymuje wszystkich //Rollerzów, Keith i Troya>
Irma: <idąc do domu spotyka Lin; ma limo pod okiem> Hej...
Lin: ...hej.
Irma: ...wiesz... Troy i Keith zostali zgarnięci przez policję...
Lin: Oo... Za co?
Irma: Za bójkę z Rollerzami.
Lin: Kto wygrał?
Irma: Eee... Keith.
Lin: ^.^ Dziewczyna ma potencjał.
Irma: X.x Taa... ale lepiej nie zadzierać z Rollerzami. Jesteśmy tylko gówniarzami.
Lin: Część Rollerzów to dzieci z gimbazy.
Irma: Może i tak, ale jest ich więcej...
Lin: Jeśli polegają na liczbie, to straszne z nich cieniasy. Nic dziwnego, że Kieth dała sobie z nimi radę.
Irma: Uspokoiłaś mnie.
Lin: <patrzy na telefon> Dobra, zbieram się do domu. Elo <idzie sobie>
Irma: -.- ''Elo''? Kto tak teraz mówi?

@ next day @

Keith: <idzie do szkoły, mama prowadzi ją za rączkę>
Troy: <ojciec porządnie się nim zajął, więc przyszedł do szkoły pod groźbą powtórki>
Keith: <dostaje wykład, że nie powinna zadawać się z łobuzami>
Carl: <został w domu pod 'czujnym' okiem naćpanej siostry>
Keith: <obrażony na cały świat wchodzi do sali samorządu>
<w sali siedzi samotny Johnny>



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz