Aktualizacja: 06.07.2013
Ale urwał!
ALE TO BYŁO DOBRE
@ plac przed siedzibą Lorda Protektora @
<trwa strajk>
Nasher: <próbuje przekonać ludzi, żeby poszli do domu>
Jg2: <podjudzam tłum>
Jg3: Dobrze mówi!
Lord Protektor: <uzbraja się w oddział specjalny>
Levi: <zwołuje swoich ludzi>
Petra: <świeżak w oddziale specjalnym, pełna ekscytacji stawia się na zbiórce>
Levi: <każe obstawić Petrze i Oluo główne wejście, Gunter i Eldo mają zająć się bocznymi a sam zostaje przy Lordzie>
Petra: <pyta się Oulo o pracę w oddziale specjalnym>
Lord: <konsultuje się w sprawie uspokojenia tłumu>
Tłum: <przepycha się do bram>
Lord: <przywołuje projekcję Ankhvera>
A: <diable w Mroku wygląda jeszcze bardziej piekielnie niż diable w mieście> Panie.
Querselodez: (ojciec Iny) <wchodzi do sali i cicho staje w pobliżu Lorda>
A: <gromi Q wzrokiem>
Q: <patrzy na niego zimnym wzrokiem>
Lord: Moi ulubieni doradcy. Miło was widzieć.
A: Wzajemnie.
Q: Tłum zbiera się pod bramą. Kazałem podwoić straże.
A: <nie bardzo wie, co się dzieje> Zamach stanu?
Q: Ludzie zgromadzili się i żądają... Cóż, chyba sami nie są tego pewni.
A: Wiec może niech wybiorą przedstawiciela i zaprosimy go na rozmowę.
Q: Naprawdę uważasz, że ludzi potrafią się zorganizować?
A: Jeśli mają żądania, to nie mają wyboru.
Q: Panie?
Lord: ...jeśli się nie zorganizują, będziemy mogli użyć wojska, by ich przegonić.
Q: Przekażę im to <wychodzi>
A: <macha Leviowi>
Levi: ...
Q: <każe Petrze iść z nim>
Petra: <poczuła się wyróżniona i z dumą idze>
Q: <wychodzi do tłumu>
Petra: ;>
A: =.= Burak... synu, zaprzestań dokuczania siostrze! bo cię wywiozę do Podmroku! (Ja nie chcę do Podmroku! Nie chcę się prostytuować! >.<') Przepraszam, panie. Syn szybko dorasta.
Q: <zaczął coś mówić, ale nikt go nie słucha> =.=
Petra: CISZA!!!
Tłum: <przycisza się>
Q: Dobrze... Lord Protektor postanowił wspaniałomyślnie, że porozmawia z waszym przedstawicielem. Zadecydujcie, kto nim będzie.
Tłum: <zdziwiony nie wie co zrobić>
Tłum: <zdziwiony nie wie co zrobić>
Q: Może to być parę osób, jeśli nie chcecie stanąć przed obliczem Lorda Protektoram samemu.
A: <rozmawia z Lordem o polityce zagranicznej>
Tłum: <gada między sobą>
Petra: <stoi>
Q: ..<czeka>
Petra: jaśnie dostojniku. Może warto byłoby dać im czas... do wieczora... an wybranie przedstawiciela <zdała sobie sprawę, że jest tylko strażniczą i nie powinna się odzywać, rumieni się>
Q: ...<nie zadał sobie trudu, żeby odpowiedzieć>
Petra: ... ...<źle jej na sercu>
Tłum: <wybierają trzech mężczyzn, największych krzykaczy>
Petra: ...<paczy>
Q: <wprowadza ich do środka i tuż za drzwiami każe Petrze ich przeszukać>
Petra: <zarumieniona przeszukuje ich>
Q: <czeka, przyglądając się im>
Petra: <zarekwirowała mały, ozdobny toporek> To wszystko.
Q: <prowadzi ich do Lorda>
Lord: <paczy>
Petra: <nie dostała rozkazu powrotu, wiec idzie za Q>
Q: Panie. Oto przedstawiciele, o których prosiłeś.
Lord: <czeka na pokłon poddanych>
Ludzie: <nieśmiało się kłaniają>
Lord: <uniósł rękę w pojednawczym geście>
Petra: <salutuje z lekkim opóźnieniem... w sumie bardziej Leviowi niż Lordowi>
Q: <staje obok Lorda, zostawiając mu rozmowę>
Levi: <lustruje wzrokiem tamtych>
Lord: Miło mi was gościć w Sali Sprawiedliwości, mam nadzieję, że wspólna rozmowa pomoże nam osiągnąć porozumienie.
Jg1: Jakie porozumienie? ...Panie?
Lord: Cóż chciałbym się tego dowiedzieć. Co tak rozgniewało moich poddanych, że wyszli na plac? Czego żądacie?
Jg2: To że wydziedziczyłeś, panie, swojego syna.
Jg3: Dobrze mówi!
Lord: Mam wielu synów. A Nashera kocham całym swoim sercem. Rad będę, jeśli na zawsze pozostanie w pałacu, ale na samodzielnego władcę na pewno się nie nadaje, ku wielkiej boleści w moim sercu.
Jg1: Czemu się nie nadaje?
Lord: Nie potrafi objąć umysłem konsekwencji swoich działań. Obawiam się, że w nadchodzącym czasie, który jest bardzo niepewny, może przysporzyć Phen sporo kłopotów.
Jg2: Czyli że... jest debilem?
Lord: <zaśmiał się> Ależ skąd! Jest bystry i bardzo zuchwały. Zbyt zuchwały na nadchodzące czasy. Obawiam się, że mógłby sprowadzić wojnę na sojusz Ghardaj. Będzie jednak wspaniałym doradcą dla swojego brata.
Jg2: Ale książę Oxygen nie wydaje się być przychylny dla ludu.
Lord: Nie ufacie mojemu osądowi?
Jg1: Skądże, panie...
Jg2: Boimy się, że książę mógłby wprowadzić tyranię...
A: Tyrania? Na to nie pozwolą doradcy.
Jg2: Czy jesteś pewny, doradco, że wciąż nim będziesz, kiedy nastaną nowe rządy?
A: Jestem PIEKIELNIE pewny <zuy uśmiech>
Jg2: <cofnął się z wrażenia> A... aha...
Q: <uśmiechnął się pod wąsem>
A: <obejrzał się> Kaszmir! Zostaw tę gilotynę! Ten kot się jeszcze przyda! <wraca> przepraszam, jest bardzo niesfornym synem.
Jg1: Gilotyna...? o.o''''
Jg2: <odchrząknął> ...Żądamy obniżenia cła na towary importowane z krajów spoza sojuszu!
Jg3: Dobrze mówi!
Lord: Czy to zadowoli was na tyle, byście opuścili plac?
Jg2: Mnie zadowoli.
Jg1: Chcemy większej opieki zdrowotnej.
Lord: <przytakuje> Niewielu wykształconych lekarzy znajduje się w Phen, to problem z którym kraj zmaga się od lat. Wciąż szukamy sposobów na zachęcenie ludzi do podjęcia kariery.
Q: <spogląda na ludzi z uśmieszkiem>
Jg2: I... i... zlikwidowania slumsów. Choroby pochodzą stamtąd. A ci ludzie - albo i nie - nie są nikomu potrzebni.
Lord: ...wiele żądasz.
A: To niegodne! Nas oskarża się o bycie potworami?! Ludzie sami sobie są katami!
Jg2: Ci ludzie cierpią, więc powinieneś przynieść ulgę poddanym, panie...
Lord: ...myślę, że jest to możliwe, ale to wymaga czasu.
A: Panie! To jest...!
Lord: Ucisz się, przyjacielu.
A: <serce go boli>
Q: Czy teraz odejdziecie?
Jg2: Musimy mieć pewność, że nasze żądania zostaną spełnione.
Lord: <wstaje> Idźcie do swoich. Za dwie godziny przemówię do ludu.
Perce: <serce jej się kraje, bo ma rodzinę w Czarnystawie>
Jg2: <stwierdził, że o więcej nie śmie prosić> Dziękujemy, panie <kłania się> Tylko nie wiem, czy ludzie się rozejdą, kiedy im to powiem.
Lord: Niech więc czekają na moje przemówienie.
Petra: ...
Lord: <paczy na Petrę> Nowa?
Levi: Niedawno dołączyła do mojego składu, panie.
Lord: Pierwsza kobieta w oddziale specjalnym. Jak ci na imię?
Petra: P-P-Petra Ral, wasza wysokość.
Lord: Powierzam ci swoje życie, panno Ral. Czy mogłabyś odprowadzić naszych gości?
Petra: <salutuje i odprowadza ich>
A: ...wasza wysokość... to... slumsy...
Jg2: <przekazuje tłumowi wiadomości>
Q: Slumsy i tak zaczynają być problemem.
Petra: <wróciła na wartę i zaczęła płakać>
Oluo: Hej, co ci?
Petra: Oni... <płacze> Oni chcą... <płacze> Zlikwidować slumsy.
Oluo: Co? Naprawdę? Tak po prostu usunąć?
Petra: <płacze>
Oluo: Nie martw się... Kapral do tego nie dopuści.
Petra: Ale on nie jest królem!
Oluo: Ale jest kapralem.
Petra: X.X
A: To są ludzie!
Q: Nie mówię, że powinniśmy ich zabić, oczywiście, że nie. Mówię tylko, że są problemem, nad którym musimy się zastanowić.
Lord: Q, przyprowadź, proszę, sekretarza i poślij sługę z pieczęcią.
Q: ...<kłania się i wychodzi>
A: Panie, proszę się jeszcze zastanowić...
Lord: Skończmy ten temat. Co sądzisz o opiece zdrowotnej?
A: ...potrzebujemy lekarzy...
Petra: <opiera się na ramieniu Oulo> Mam rodzinę w slumsach... co oni zrobią, jeśli... jeśli... <płacze>
Oluo: Czemu tam wylądowali?
Petra: Tam się urodzili i tam mieszkają... to wspaniali ludzie.
@ nadszedł czas przemówienia @
Lord: <wychodzi z Sali Sprawiedliwości na balkonik, zaprasza Levia skinieniem głowy> Pokaż się ludziom od czasu do czasu, ucieszą się.
Levi: <staje obok Lorda>
Q: <nie wychodzi na balkon, ale stanął w środku tak, żeby dobrze słyszeć>
Tłum: <czeka, podniósł się gwar, kiedy zobaczyli Lorda>
Lord: <do Levia> Mówiłem, że się ucieszą ^.^
Levi: <...> Mówiłeś, panie.
Lord: <podnosi rękę jak uczeń, który chce coś powiedzieć>
Yłum: <przyciszył się a kiedy Jg2 wrzasnął, nastała cisza>
Lord: Czy mogę coś ogłosić?
Tłum: < WTF?>
Levi: ...Oni na to czekają, panie.
Lord: Mówiłem do tej pani z dzieckiem na ręku, nie chciałbym go obudzić.
Levi: Myślę, że mimo wszystko nie będzie jej to przeszkadzało.
Lord: Moi kochani! Kilka godzin temu troje waszych przedstawicieli rozmawiało ze mną w Sali Sprawiedliwości i przedstawiło mi trzy wasze żądania w związku z którymi napisałem odpowiedni dekrety.
Jg: Konkretnie!
Lord: <wyjmuje rulonik z dekretem> Pierwszym waszym żądaniem było zmniejszenie cła na produkty importowane spoza sojuszu. Zgodnie z waszym życzeniem, zostanie ono zmniejszone, a cło na artykuły papiernicze pochodzące z Rivy całkowicie zniesione.
Jg3: Dobrze mówi!
Lord: Od przyszłego roku każdy czarodziej obdarzony magią życia będzie miał finansowaną edukację na Uniwersytecie Magicznym, jeśli zobowiąże się do pracy uzdrowicielskiej wśród ludu. Dokładne informacje będą dostępne u Rektora, gdy szczegóły zostaną ustalone.
Jg: Ale to nie zmniejszy chorób.
Jg3: Dobrze mówi!
Lord: Nie mam mocy boskiej, by zwalczyć choroby,. Robię to, co mogę zrobić jako Protektor tego państwa. Jednak, jak wszyscy wiecie, najbardziej nieprzyjazną dzielnicą są tzw. slumsy. Alchemicy zbadali Czarnystaw i muł zalegający brzegi. Trzech niezależnych badaczy stwierdziło, że jest on źródłem chorób, woda jest nieczysta i samo przebywanie w jej pobliżu jest niebezpieczne.
Jg: Więc co z tym zrobicie?
Lord: Od dnia dzisiejszego dzielnica Czarnystawu zostaje zamknięta, a jej mieszkańcy proszeni są o przeniesienie się poza mury miasta.
Jg3: Dobrze mówi!
Jg: Co? Chcecie wyrzucić mieszkańców?!
Jg: W końcu pozbędą się tych żebraków!
Lord: Wszyscy mieszkańcy Czarnystawu dostana pomoc w budowie nowych domostw poza murami. Proszę was o współpracę, chodzi o zdrowie i życie nas wszystkich.
Jg: My nie mamy jak zbudować nowych domów! Nie przegonicie nas!
Petra: Wuuujku! T^T <tuli się do Oulo>
Oulo: Młoda, powstrzymaj się.
Lord: <udaje, że nie usłyszał> Prace rozpoczną się jutro o świcie. Do widzenia <idzie sobie>
Jg: <rzuca kamieniem w kierunku Lorda>
Levi: <odbił kamień mieczem>
Lord: <poszedł sobie>
Petra: ...przynajmniej ich nie zabiją... poradzą sobie...
Levi: <zamknął balkon, poszedł za Lordem>
Lord: Twoje umiejętności są jak zawsze imponujące. Upomnij się o podwyżkę.
Levi: Nie wszyscy się podporządkują.
Lord: Wiem. Mogę mieć nadzieję, że się do tego przekonają, gdy ruszą prace. Nie stać nas na budowę i odszkodowania, musimy coś wymyślić.
Levi: Czy wojsko będzie ingerowało, żeby zmusić nieprzekonanych?
Lord: Jeśli sytuacja nas do tego zmusi.
Levi: ...
Tłum: <część odchodzi zadowolonych, ale zostali ci, którzy mieszkają w slumsach>
Lord: <idzie do nich>
Tłum: <niezadowolony krzyczy, że nie dadzą się wyrzucić z własnych domów>
Lord: Żaden z was nie skończy na bruku.
Młody chłopak: Mam tylko schorowaną matkę i 5-letnią siostrę. Co się z nimi stanie?!
Lord: <kładzie rękę na jego ramieniu> Czy twój dom przecieka?
Mc: Tak...
Lord: To już nie będzie.
Jg: Ale to nasza ziemia, nie macie prawa.
Lord: Dwa kartony to jeszcze nie dom.
Jg2: <odchrząknął> ...Żądamy obniżenia cła na towary importowane z krajów spoza sojuszu!
Jg3: Dobrze mówi!
Lord: Czy to zadowoli was na tyle, byście opuścili plac?
Jg2: Mnie zadowoli.
Jg1: Chcemy większej opieki zdrowotnej.
Lord: <przytakuje> Niewielu wykształconych lekarzy znajduje się w Phen, to problem z którym kraj zmaga się od lat. Wciąż szukamy sposobów na zachęcenie ludzi do podjęcia kariery.
Q: <spogląda na ludzi z uśmieszkiem>
Jg2: I... i... zlikwidowania slumsów. Choroby pochodzą stamtąd. A ci ludzie - albo i nie - nie są nikomu potrzebni.
Lord: ...wiele żądasz.
A: To niegodne! Nas oskarża się o bycie potworami?! Ludzie sami sobie są katami!
Jg2: Ci ludzie cierpią, więc powinieneś przynieść ulgę poddanym, panie...
Lord: ...myślę, że jest to możliwe, ale to wymaga czasu.
A: Panie! To jest...!
Lord: Ucisz się, przyjacielu.
A: <serce go boli>
Q: Czy teraz odejdziecie?
Jg2: Musimy mieć pewność, że nasze żądania zostaną spełnione.
Lord: <wstaje> Idźcie do swoich. Za dwie godziny przemówię do ludu.
Perce: <serce jej się kraje, bo ma rodzinę w Czarnystawie>
Jg2: <stwierdził, że o więcej nie śmie prosić> Dziękujemy, panie <kłania się> Tylko nie wiem, czy ludzie się rozejdą, kiedy im to powiem.
Lord: Niech więc czekają na moje przemówienie.
Petra: ...
Lord: <paczy na Petrę> Nowa?
Levi: Niedawno dołączyła do mojego składu, panie.
Lord: Pierwsza kobieta w oddziale specjalnym. Jak ci na imię?
Petra: P-P-Petra Ral, wasza wysokość.
Lord: Powierzam ci swoje życie, panno Ral. Czy mogłabyś odprowadzić naszych gości?
Petra: <salutuje i odprowadza ich>
A: ...wasza wysokość... to... slumsy...
Jg2: <przekazuje tłumowi wiadomości>
Q: Slumsy i tak zaczynają być problemem.
Petra: <wróciła na wartę i zaczęła płakać>
Oluo: Hej, co ci?
Petra: Oni... <płacze> Oni chcą... <płacze> Zlikwidować slumsy.
Oluo: Co? Naprawdę? Tak po prostu usunąć?
Petra: <płacze>
Oluo: Nie martw się... Kapral do tego nie dopuści.
Petra: Ale on nie jest królem!
Oluo: Ale jest kapralem.
Petra: X.X
A: To są ludzie!
Q: Nie mówię, że powinniśmy ich zabić, oczywiście, że nie. Mówię tylko, że są problemem, nad którym musimy się zastanowić.
Lord: Q, przyprowadź, proszę, sekretarza i poślij sługę z pieczęcią.
Q: ...<kłania się i wychodzi>
A: Panie, proszę się jeszcze zastanowić...
Lord: Skończmy ten temat. Co sądzisz o opiece zdrowotnej?
A: ...potrzebujemy lekarzy...
Petra: <opiera się na ramieniu Oulo> Mam rodzinę w slumsach... co oni zrobią, jeśli... jeśli... <płacze>
Oluo: Czemu tam wylądowali?
Petra: Tam się urodzili i tam mieszkają... to wspaniali ludzie.
@ nadszedł czas przemówienia @
Lord: <wychodzi z Sali Sprawiedliwości na balkonik, zaprasza Levia skinieniem głowy> Pokaż się ludziom od czasu do czasu, ucieszą się.
Levi: <staje obok Lorda>
Q: <nie wychodzi na balkon, ale stanął w środku tak, żeby dobrze słyszeć>
Tłum: <czeka, podniósł się gwar, kiedy zobaczyli Lorda>
Lord: <do Levia> Mówiłem, że się ucieszą ^.^
Levi: <...> Mówiłeś, panie.
Lord: <podnosi rękę jak uczeń, który chce coś powiedzieć>
Yłum: <przyciszył się a kiedy Jg2 wrzasnął, nastała cisza>
Lord: Czy mogę coś ogłosić?
Tłum: < WTF?>
Levi: ...Oni na to czekają, panie.
Lord: Mówiłem do tej pani z dzieckiem na ręku, nie chciałbym go obudzić.
Levi: Myślę, że mimo wszystko nie będzie jej to przeszkadzało.
Lord: Moi kochani! Kilka godzin temu troje waszych przedstawicieli rozmawiało ze mną w Sali Sprawiedliwości i przedstawiło mi trzy wasze żądania w związku z którymi napisałem odpowiedni dekrety.
Jg: Konkretnie!
Lord: <wyjmuje rulonik z dekretem> Pierwszym waszym żądaniem było zmniejszenie cła na produkty importowane spoza sojuszu. Zgodnie z waszym życzeniem, zostanie ono zmniejszone, a cło na artykuły papiernicze pochodzące z Rivy całkowicie zniesione.
Jg3: Dobrze mówi!
Lord: Od przyszłego roku każdy czarodziej obdarzony magią życia będzie miał finansowaną edukację na Uniwersytecie Magicznym, jeśli zobowiąże się do pracy uzdrowicielskiej wśród ludu. Dokładne informacje będą dostępne u Rektora, gdy szczegóły zostaną ustalone.
Jg: Ale to nie zmniejszy chorób.
Jg3: Dobrze mówi!
Lord: Nie mam mocy boskiej, by zwalczyć choroby,. Robię to, co mogę zrobić jako Protektor tego państwa. Jednak, jak wszyscy wiecie, najbardziej nieprzyjazną dzielnicą są tzw. slumsy. Alchemicy zbadali Czarnystaw i muł zalegający brzegi. Trzech niezależnych badaczy stwierdziło, że jest on źródłem chorób, woda jest nieczysta i samo przebywanie w jej pobliżu jest niebezpieczne.
Jg: Więc co z tym zrobicie?
Lord: Od dnia dzisiejszego dzielnica Czarnystawu zostaje zamknięta, a jej mieszkańcy proszeni są o przeniesienie się poza mury miasta.
Jg3: Dobrze mówi!
Jg: Co? Chcecie wyrzucić mieszkańców?!
Jg: W końcu pozbędą się tych żebraków!
Lord: Wszyscy mieszkańcy Czarnystawu dostana pomoc w budowie nowych domostw poza murami. Proszę was o współpracę, chodzi o zdrowie i życie nas wszystkich.
Jg: My nie mamy jak zbudować nowych domów! Nie przegonicie nas!
Petra: Wuuujku! T^T <tuli się do Oulo>
Oulo: Młoda, powstrzymaj się.
Lord: <udaje, że nie usłyszał> Prace rozpoczną się jutro o świcie. Do widzenia <idzie sobie>
Jg: <rzuca kamieniem w kierunku Lorda>
Levi: <odbił kamień mieczem>
Lord: <poszedł sobie>
Petra: ...przynajmniej ich nie zabiją... poradzą sobie...
Levi: <zamknął balkon, poszedł za Lordem>
Lord: Twoje umiejętności są jak zawsze imponujące. Upomnij się o podwyżkę.
Levi: Nie wszyscy się podporządkują.
Lord: Wiem. Mogę mieć nadzieję, że się do tego przekonają, gdy ruszą prace. Nie stać nas na budowę i odszkodowania, musimy coś wymyślić.
Levi: Czy wojsko będzie ingerowało, żeby zmusić nieprzekonanych?
Lord: Jeśli sytuacja nas do tego zmusi.
Levi: ...
Tłum: <część odchodzi zadowolonych, ale zostali ci, którzy mieszkają w slumsach>
Lord: <idzie do nich>
Tłum: <niezadowolony krzyczy, że nie dadzą się wyrzucić z własnych domów>
Lord: Żaden z was nie skończy na bruku.
Młody chłopak: Mam tylko schorowaną matkę i 5-letnią siostrę. Co się z nimi stanie?!
Lord: <kładzie rękę na jego ramieniu> Czy twój dom przecieka?
Mc: Tak...
Lord: To już nie będzie.
Jg: Ale to nasza ziemia, nie macie prawa.
Lord: Dwa kartony to jeszcze nie dom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz